Kaźń sowiecka pod Zabłudowem 3 czerwca 1941 roku Drukuj
 
 
Lato się zaczynało, taki piękny czas,
i taka straszna śmierć
Helena Hermanowska, świadek
 
 
 
Funkcjonariusze represyjnego sytemu sowieckiego (NKWD) oraz żołnierze Armii Czerwonej, w ostatniej dekadzie czerwca 1941 roku dopuścili się szeregu zbrodni na Białostocczyźnie. Niestety w powojennej Polsce podporządkowanej ZSRS, z przyczyn politycznych nie było wolno nawet wspominać o tym. Zbrodnie sowieckie bardzo długo czekały na możliwość wyjaśnienia, a ta pojawiła się dopiero po 1989 roku.
 
Z kilku masowych zbrodni w regionie1, do lepiej poznanych należy obecnie masakra pod Zabłudowem. Jednak po latach, droga do ustalenia faktów nie była łatwa. W 1990 roku Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce (OKBZH)2 – Instytut Pamięci Narodowej, rozpoczęła śledztwo (S5/90/S), które trwało do 1996 roku. Niestety upływ czasu spowodował, że wielu kluczowych świadków już wówczas odeszło z tego świata. Żyjącym niektóre fakty zatarły się w pamięci. Stąd od początku napotkano na poważne problemy dokumentacyjne. Sytuacji nie ułatwiała blokada informacyjna ze strony Rosji.
 
Publikowane teksty o zbrodni były zdominowane niekompletnymi i częściowo błędnymi ustaleniami OKZBH, a także cennymi relacjami spisanymi przez rzecznika prasowego Solidarności. Po kilkunastu latach od rozpoczęcia śledztwa, jesienią 2004 roku, pion śledczy Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku podjął kolejne czynności w celu ustalenia listy ofiar i sprawców zbrodni. Jeszcze raz przesłuchano niektóre osoby, a także poszerzono krąg składających zeznania. Postępowanie zakończyło się 22 lutego 2007 roku, wydaniem postanowienia o umorzeniu śledztwa, wobec niewykrycia sprawców przestępstwa. Zbyt dużo czasu upłynęło, aby sprawcy jeszcze żyli. Tym samym nie było możliwości, aby nawet po ujawnieniu, pociągnąć ich do odpowiedzialności. Nie wskazano konkretnego miejsca zbrodni, w relacjach określanego jako Folwarki Tylwickie3, Folwarki Małe, las zwany „Moskiewskim Mostem”, okolice Zabłudowa. Nie udało się także zestawić, wiarygodnej listy ofiar. Utrwalono za to relacje ostatnich żyjących, którzy posiadali wiedzę o tragicznym zdarzeniu z 23 czerwca 1941 roku. Niestety poza jedną osobą, pozostałe wiedzę swą uzyskały z rozmów z rodziną i znajomymi, ale także od tych, którzy przeżyli masakrę.
 
____________________________
1 Przykładowo, niemal bliźniaczo przebiegała masakra 15 mieszkańców Siemiatycz i okolic, doko-nana w Judziance (obecnie dzielnica Hajnówki) 23 czerwca 1941 roku.
2 W czasie socjalizmu nie dopuszczano możliwości ujawniania zbrodni sowieckich, stąd w nazwie komisji odwołanie tylko do zbrodni hitlerowskich. Instytucja ta podlegała częstym reorganizacjom. W ostatnich trzech dziesięcioleciach była to: Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce – Instytut Pamięci Narodowej (1984-1991). Potem: Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – Instytut Pamięci Narodowej (1991-1999). W 1999 weszła w życie ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Komisję przekształcono w pion śledczy IPN, który rozpoczął prace w 2000 roku.
3 Już w 1990 roku w aktach śledczych OKBZH (AIPN Oddział Białystok, Akta prokuratorskie, sygn. S10/07/Zk, t. I-IV [dalej jako: AIPN Bi], k. 489) jako miejsce zbrodni wskazywano Folwarki Tylwickie. Ta miejscowość przyjęła i utrwaliła się, chociaż jest błędna.

 
Prokuratorskie śledztwo Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku, ustaliło naruszenie „przez funkcjonariuszy NKWD prawa międzynarodowego poprzez dokonanie zabójstwa osób ludności cywilnej z obszaru na którym toczyły się działania zbrojne”. Zabito kilkanaście osób, a także usiłowano pozbawić życia kilka innych. Postępowanie o umorzeniu zakończono konkluzją: „Jednakże pomimo umorzenia postępowania przygotowawczego, w przypadku uzyskania danych dotyczących sprawców tych czynów, śledztwo zostanie następnie niezwłocznie podjęte”.

Rok, w którym mija 75 lat od dokonania zbrodni, zainspirował autora niniejszego opracowania do podjęcia jeszcze jednej próby przeanalizowania dotychczasowych ustaleń zgromadzonych w czterech tomach akt prokuratorskich, a także do dalszych poszukiwań by ustalić okoliczności, przebieg zdarzeń i możliwie najwiarygodniejszą listę ofiar oraz wskazać na ewentualnych sprawców masakry lub jej współwinnych. Istotne było także odnalezienie dokładnego miejsca mordu, by odpowiednio je upamiętnić.
 
Wojska niemieckie teren południowo-zachodniej części województwa białostockiego (okolice Ciechanowca i Brańska) zajęły 10 września 1939 roku. Polacy tu i ówdzie stawiali jeszcze opór, ale były to już odwrotowe walki osłonowe. Wkraczający hitlerowcy dokonali wielu mordów ludności cywilnej i rabunków. Po dwóch tygodniach, między 24 a 26 września, wojska niemieckie wycofały się, a w ich miejsce wkroczyła Armia Czerwona. Był to skutek tajnego paktu rozbiorowego Polski, który 23 sierpnia 1939 roku w imieniu III Rzeszy zawarł Joachim von Ribbentrop z Wiaczesławem Mołotowem, reprezentującym Związek Sowiecki. Propagandowe hasła głosiły wieczną i nierozerwalną przyjaźń obu tych państw totalitarnych. Polacy, tak dla jednych, jak i drugich stanowili element podejrzany, gdyż zagrażał ich interesom. Masowe zbrodnie i więzienie w obozach oraz przymusowe roboty po stronie niemieckiej (Generalna Gubernia), a masowe aresztowania, zbrodnie i wysyłki na Sybir po stronie sowieckiej, były codziennością.
 
Ciechanowiec i Brańsk pod okupacją sowiecką uczyniono centrami tzw. „rajonów”, czyli małych powiatów, stanowiących część składową obwodu białostockiego wcielonego do Zachodniej Białorusi, w ramach Związku Sowieckiego (ZSRS). „Rajon” ciechanowiecki sięgał od Klukowa po Granne oraz od okolic Rudki do Nura włącznie. Bezpośrednio przylegał do rzeki Bug (granica z III Rzeszą) na odcinku od Grannego do Nura. Powiat brański od zachodu graniczył z ciechanowieckim, zaczynał się za wsią Rudka i sięgał po Dołubowo, Grodzisk, Malesze, Piekuty Nowe, Kostry Noski, włącznie. Na obszarze tych dwóch „rajonów” stacjonowały liczne sowieckie jednostki wojskowe i powiatowe formacje NKGB (NKWD)4, a w pasie nad rzeką Bug budowano elementy umocnionej linii Mołotowa5. We wspomnianych powiatach zdecydowanie przeważała ludność katolicka, z większymi skupiskami mniejszości religijnych, wyznawców mojżeszowych w Ciechanowcu i Brańsku, prawosławnych na wschód i południe od Brańska, była też grupa ewangelików w Ciechanowcu6. Z terenu obu „rajonów” sowieci w kilku akcjach od 1939 do 1941 roku zdołali zesłać na Sybir kilkaset osób (np. z miasta Brańsk 116, z miasta Ciechanowiec około stu, z Rudki 59, ponadto z wielu wsi obu „rajonów” od kilku do kilkunastu osób).
 ____________________________
4 NKGB – Ludowy Komisariat Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR. Urząd o randze ministerstwa,  utworzony w lutym 1941 roku, poprzez wyłączenie z NKWD (Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych). Zajmował się wywiadem i kontrwywiadem. Na terenach przygranicznych wiosną 1941 roku w wielu miejscach NKGB zastąpiło NKWD. W świadomości ludzi NKGB utożsamiane jest z NKWD, z którego się wywodziło. W dalszej części artykułu używamy powszechnie przyjętego dla tych formacji skrótu NKWD, mając świadomość o ich odrębności w 1941 roku. 
5 W Ciechanowcu w przeddzień wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej stacjonowały oddziały 86. Dywizji Strzeleckiej: sztab, bateria sztabowa szefa artylerii, 128. samodzielny dywizjon artylerii przeciwpancernej, 342. samodzielny dywizjon artylerii przeciwlotniczej (prawdopodobnie tylko służby i oddział wartowniczy, gdyż dywizjon znajdował się na poligonie), 95. samodzielny batalion łączności (w nocy prawdopodobnie opuścił Ciechanowiec wraz z dowództwem dywizji i udał się na polowe stanowisko dowodzenia), 20. batalion transportu samochodowego, 14. batalion medyczno-sanitarny (22 czerwca obsługiwał szpital polowy usytuowany w kościele i w pobliżu cmentarza), samodzielna kompania regulacji ruchu, 132. dywizyjny artyleryjski warsztat naprawczy. Inne oddziały: dowództwo 129. i 137. samodzielnego batalionu artylerii i karabinów maszynowych 64. Rejonu Umocnionego (oddziały obsadzające schrony bojowe), dowództwo 14. odcinka budowlanego 73. Zarządu Robót Rejonu Umocnionego, dowództwo 159. batalionu obsługi lotniskowej, Ciechanowiecki Rejonowy Komisariat Wojskowy. Rejonowe Kierownictwo NKWD. 
W Brańsku stacjonował 25. samodzielny batalion rozpoznawczy 25. Dywizji Pancernej. Ponadto był Brański Rejonowy Komisariat Wojskowy i Rejonowe Kierownictwo NKWD. 
6 „Rajon” Ciechanowiec w połowie 1940 roku zamieszkiwało ok. 38 tys. osób, w tym ok. 33 tys. Polaków, 4700 Żydów, niewielu Białorusinów i Niemców. W „rajonie” Brańsk było ok. 39400 mieszkańców, w tym: 33800 Polaków, 4100 Białorusinów, 1400 Żydów (ta cyfra zaniżona).
 
Zasadnicze wydarzenia będące tematem tego opracowania, swój początek mają nocą z 19 na 20 czerwca 1941 roku. To w tą noc odbywała się realizacja kolejnej tajnej akcji, polegającej na przeprowadzeniu masowych zsyłek. Za ich realizację bezpośrednio odpowiadali miejscowi naczelnicy wydziałów NKWD (NKGB), młodszy lejtnant Michaił Iwanowicz Iwanow w Ciechanowcu7  i sierżant bezpieczeństwa B.I. Olejnikow w Brańsku. W aresztowaniach i eskortowaniu mieszkańców załadowanych na furmanki, brały udział skierowane tutaj sowieckie oddziały bezpieczeństwa wewnętrznego, wspierane przez miejscowych enkawudzistów i milicjantów oraz lokalnych donosicieli. Przebieg nocnego wkroczenia do domów wszędzie wyglądał podobnie. Nagłe budzenie, pół godziny na spakowanie się, niewiele bagażu i żadnych informacji, dokąd zabierają i w jakim celu, na jaki okres. Na jedną furmankę ładowano dwie rodziny z bagażami, rzadziej jedną, liczniejszą. Czasami zamiast furmanki podstawiano samochód. Podwody i samochody, pod uzbrojoną eskortą, udawały się w miejsce zborne (np. w Ciechanowcu na „Woli”). Skąd zgromadzonych wieziono na stację kolejową. Z Ciechanowca do Czyżewa, a z Brańska do Bielska Podlaskiego.
 
W Brańsku, gdy furmanki ze „specperesedlencami” (specjalnymi przesiedleńcami – nomenklatura sowiecka) były już dwa kilometry poza miastem, na tak zwanym „Kumacie”, dopędził je samochód ciężarowy miejscowego NKWD. Z furmanek nakazano zsiąść Ignacemu Płońskiemu z Brańska i Aleksandrowi Kwiatkowskiemu ze wsi Olendy. Rozpacz ich rodzin była ogromna. Płońskiego i Kwiatkowskiego załadowano na samochód i z powrotem przywieziono do Brańska. Ulokowano ich w więzieniu, mieszczącym się w budynku wcześniejszej masarni przy ul. Sienkiewicza 11, odebranej rodzinie Godlewskich. Do powiatowego aresztu w Brańsku 20 i 21 czerwca trafili także: Jan Łupiński8 z Mierzynówki pod Grodziskiem, Jan Koc z Koców-Piskuł, Czesław Koc z Koców-Schabów i Tomasz Godlewski ze wsi Czaje. Członków ich rodzin 20 czerwca wywieziono na Sybir. Do brańskiego aresztu przywieziono również Helenę Zaziemską, nauczycielkę ze Spieszyna, a także Jana Krasowskiego ze Szmurłów. Zapewne aresztantów planowano odtransportować do więzienia w Białymstoku. Oczekiwano jeszcze na grupę więźniów z Ciechanowca.

W Ciechanowcu w nocy z 19 na 20 czerwca 1941 roku dokonywano aresztowań. Zatrzymanych z miasta i okolic, przetrzymywano w ciechanowieckiej siedzibie NKGB (NKWD) przy ul. Maleckiej 18 (dziś budynek ośrodka zdrowia ul. Mickiewicza 18). Prawie w każdym przypadku członków rodziny aresztowanego budzono nad ranem 20 czerwca, pakowano na furmankę i wieziono do stacji kolejowej w Czyżewie. Większość aresztantów odłączano od rodzin przeznaczonych do zsyłki już na etapie wysiedlania z domu lub w czasie podróży na stację. Niektórych zatrzymano już wcześniej.

Ciechanowiecki areszt mieścił się w suterenie siedziby NKWD, gdzie więziono w tym czasie około 20 osób w wielkiej ciasnocie. Nie było tam ani łóżek ani sienników. Aresztowani spali na deskach nie mając się czym przykryć. Za ubikację służyło wiadro. Nie było wody do mycia. Od piątku 20 czerwca do niedzieli 22 czerwca, zatrzymanym tylko raz dano jakąś zupę.

W niedzielę, 22 czerwca 1941 roku o godzinie 3.15, wojska niemieckie zaatakowały Związek Sowiecki. Zaskoczenie Rosjan było całkowite. Niemcy bardzo szybko posuwali się, nie napotykając na większy opór. Pod Nurem atakowały oddziały niemieckiej 268. Dywizji Piechoty, które o godzinie 10 rano9 zajęły Ciechanowiec i wspierały marsz 263. Dywizji Piechoty w kierunku Brańska, od wieczora zaciekle bronionego przez Rosjan. Jednostki sowieckiej 86. Dywizji Piechoty pierwotnie stacjonującej koło Ciechanowca, już 23 czerwca zostały zepchnięte za linię rzeki Narew, od Baciut, za Suraż, do Zabłudowa.
____________________________
7 Jego podwładnymi w Ciechanowcu byli m.in.: Kuźnin i Nikiforow. – AIPN Bi, sygn. S10/07/Zk, t. I-IV, k. 212 (patrz też: AIPN Bi 1/135 – Akta główne w sprawie zamordowanie ok. 20 osób, więźniów aresztu w Ciechanowcu przez funkcjonariuszy NKWD w okolicach Folwark k. Białegostoku w dn. 1941.06.23).
8
W zeznaniach i opracowaniach omyłkowo nazywany „Łapiński”. Piotr Bendorff w swoich wspomnieniach wspomina o Janie Łupińskim z Mierzynówki koło Grodziska. Jednak znaczna część jego opowieści nie odpowiada faktom. Przykładowo myli Brańsk z Boćkami. – T. Jaszczołt, Gmina Grodzisk k. Siemiatycz. Dzieje ziemi i mieszkańców, Grodzisk 2004, s. 222, 245; AIPN Bi, S10/07/Zk, k. 712-713. Relacjonujący myli imię Łupińskiego, podając imię jego młodszego brata Franciszka, zamiast Jana Łupińskiego. Zapewne rozmawiał z Franciszkiem, który opowiadał mu o bracie Janie. 
9
Uwaga. W różnych źródłach mogą być podawane odmienne godziny, gdyż hitlerowcy w meldunkach używali czasu berlińskiego, a sowieci czasu moskiewskiego. Tutaj podaję hipotetyczne godziny według czasu warszawskiego.
 
22 czerwca, o świcie, gdy trwały już działania wojenne, a wojska hitlerowskie zbliżały się w szybkim tempie, grupę kilkunastu aresztowanych wyprowadzono przed siedzibę NKWD w Ciechanowcu. Ustawionych w dwójki, pod konwojem uzbrojonym w karabiny, pieszo poprowadzono do Brańska. Mężczyźni pozbawieni pasków do spodni, całą drogę musieli trzymać je, aby nie spadły. To miało zapobiegać ewentualnym próbom ucieczki. Konwojentami na tym etapie byli sowieccy funkcjonariusze NKWD, w tym milicjanci Wacław Pleszczyński z ul. Kuczyńskiej w Ciechanowcu oraz Pietka Kondraciuk pochodzący spod Drohiczyna lub Siemiatycz. Kolumnę po drodze widziano w Rudce, gdzie przypadkowi obserwatorzy wypatrzyli i pozdrawiali swoich krewnych10. Po pokonaniu 25 km, koło godziny 13 konwojowani dotarli do brańskiego aresztu. Niemcy po walce z czołgami sowieckimi pod Olendami, przed godziną 19 byli już na grobli przed mostem na Nurcu w Brańsku.
 
Trochę wcześniej, około godziny 17 lub 18, połączone grupy aresztantów z Ciechanowca i z Brańska załadowano na konne wozy po cztery osoby i konwojent na każdym. Więźniom zakazano jakichkolwiek rozmów. Jechali w ciszy. Drogi były zapchane przemieszczającymi się wojskami i uciekinierami. Po przebyciu 54 km, w poniedziałek (23 czerwca) nad ranem konwój kilku furmanek dotarł do Zabłudowa, położonego na trasie do Białegostoku. Tutaj widziano aresztantów eskortowanych przez pięciu enkawudzistów11. Grupę tę wpędzono na ogrodzony plac koło plebanii, zajętej w tym czasie na potrzeby sowieckich okupantów. Na terenie niewielkiego, wspomnianego już tymczasowego obozu na placu kościelnym, było już około 70 ludzi.
 ____________________________
10 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 406-406v; Z. Romaniuk, Rudka. Dzieje miejscowości, majątku i parafii do 1944 roku, wyd. 2, Rudka 2012, s. 229. Ilość konwojowanych z Ciechanowca do Brańska szacowana jest od kilkunastu osób do znacznie przesadzonej – około 38 osób. 
11 Według dwóch wtórnych relacji (AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 297; T. Jaszczołt, dz. cyt., s. 222; Archiwum Diecezjalne w Drohiczynie, P. Bendorff, Wspomnienia, z. 5, s. 1139-1142), furmanki dojechały do Bielska. Tutaj aresztantów miano załadować na samochód ciężarowy. Pilnowało ich 5-6 uzbrojonych enkawudzistów. Kazimierz Szyłkiewicz (r. 1922), s. Bronisława, rodem z Zabłudowa, podaje, że w eskorcie było pięciu, a innym razem około dziesięciu enkawudzistów. W 1989 roku relacjonował: „…od strony Bielska widziałem dwie grupy cywilów, jak były pędzone przez NKWD ulicą Bielską. W tym czasie zaczęło się bombardowanie niemieckie między cerkwią a kościołem. Trudno mi powiedzieć kto to byli ci cywile, ale wyglądało na to, że aresztowani. Byli to przeważnie mężczyźni w różnym wieku i kilka kobiet. Enkawudzistów szło około dziesięciu, a prowadzonych — do dwudziestu osób. Tak szli, otoczeni tylko, niezwiązani. Ubrani byli tak, jak ich pewnie w domu NKWD zastało. Nie było jakiegoś szumu, paniki. Taka zbita kupka ludzi, otoczona, pędzona. Mocno zmęczeni. Ludzie w Zabłudowie to widzieli, ale co mieli robić – panika była, bombardowanie. Każdy się krył. A jeszcze cała ulica zawalona była uciekającym wojskiem. […] 23 czerwca, zaczęli ludzie przepowiadać, że enkawudziści porozstrzeliwali ludzi w Moskiewskim Moście, lesie”. – AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 726-728.
 
Dla dalszego losu ludzi pędzonych w nieznane były to kluczowe godziny. Zapewne tutaj eskorta dowiedziała się, że 22 czerwca 1941 roku Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii (bolszewików) Białorusi podjęło uchwałę, zobowiązującą NKWD Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej do wykonania wyroków śmierci na więźniach z zachodnich obwodów12. Założyć więc można, że 23 czerwca w Zabłudowie odebrano ową decyzję w formie telefonogramu. To przesądziło los więźniów.

Po dwóch godzinach, w czasie których słyszano nieodległe bombardowanie i widziano niemieckie samoloty, aresztantów z Ciechanowca i Brańska wyprowadzano przez bramę tymczasowego aresztu i skierowano w prawo. Jeden z nich, Bolesław Matanowski, wykorzystał zamieszanie i przekraczając bramę uciekł, kierując się w lewo. Nie wiemy czy komuś jeszcze udało się zbiec w drodze, ale jest to prawdopodobne, gdyż wspomina się inne osoby, które miały być w tym samym konwoju.

Kolumnę poprowadzono drogą za kościołem, obok cmentarza, kierując się na Żednię. Prowadzeni zapewne myśleli, że wobec zbliżających się wojsk niemieckich, planowano ich dostarczyć do tamtejszej stacji kolejowej, by wywieźć w głąb ZSRR. Po przejściu około 1800 m prowadzonych ostrzelał samolot niemiecki. Skręcono więc w prawo, do lasu, kierując się duktem na Folwarki Małe. Po przejściu czterystu metrów, w miejscu zwanym Moskiewskim Mostem13, w lesie Józefa Kamińskiego, kazano więźniom kłaść się na ziemi14. Było około godziny 11 przed południem. Powstało zamieszanie w wyniku którego niektórzy próbowali ucieczki. Stanisław Wójcik klęcząc błagał o litość. Konwojent miał tylko warknąć – „Łożis, job twoja mać!”. Ucieczka udała się Janowi Łupińskiemu15. Pozostałych dosięgły kule, choć nie wszyscy mieli rany śmiertelne. Sprawcy zbrodni opodal, za stodołą Sanejków, zasiedli do śniadania. Usłyszeli jęki rannej Zofii Marcinkowskiej, którą próbował uciszyć Stanisław Akacki. Niestety, nie tylko usłyszano jej jęki, ale zauważono też ruchy Akackiego. Dobito ich strzałami w głowę. Do konwojentów docierały coraz głośniejsze odgłosy wojenne (nadlatujący samolot16?). Pozostawili ciała porozrzucane po okolicy i uciekli. Po pewnym czasie okazało się, że kilka kolejnych osób było tylko rannych. Wśród nich Mateusz Rybak z Ciechanowca, Piotr Zaręba z kol. Klukowo i Borys Sokółkow z kol. Ciechanowiec. Oprócz nich masakrę przeżył wspomniany już Jan Łupiński z Mierzynówki.
____________________________
12 pl.wikipedia.org/wiki/Masakry_więzienne_NKWD_1941. Masakra pod Zabłudowem wpisuje się w scenariusz szeregu innych zbrodni więziennych dokonanych w 1941 roku.
13 W tym miejscu przecinają się dwie leśne drogi. To teren położony w granicach administracyjnych Zabłudowa, kilkaset metrów od granicy z wsią Folwarki Małe.
14 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 303v. Według innej wersji rozstrzelania dokonał napotkany po drodze pododdział wojska NKWD. Przeciwko niej przemawia sposób wykonania egzekucji, strzały w nogi, dłonie, brzuch, szyję, dobijanie w tył głowy i w plecy. Wiele ze strzałów nie było trafionych, co umożliwiło ucieczkę J. Łupińskiemu, a trzy inne zranione zdołały przeżyć. Oddział wojskowy, szczególnie podległy NKWD, nie dopuściłby do ucieczki i z pewnością zabójcze strzały byłyby celniejsze. Prawdopodobniejsze jest, że mordowali nieostrzelani milicjanci z eskorty, być może kierowani przez funkcjonariusza (funkcjonariuszy?) NKWD.
15 AIPN Bi, S 10/07/Zk,  k. 627 („Młody mężczyzna uciekł jak zaczęli strzelać”). 
16 Tamże, k. 297.
 
 
Kazimierz Szarejko z kolonii Folwarki Małe wspominał: „około godziny jedenastej słyszałem strzały, od mojego mieszkania jakieś 600-700 metrów i widziałem jak się ludzie rozbiegali, w tym były dwie niewiasty, to były chyba dwie nauczycielki. U nas był wtedy na kwaterze ksiądz z Zabłudowa17, którego sowieci wygnali z plebanii. Po jakimś czasie wlatuje do mieszkania jakiś człowiek [Jan Łupiński18] i mówi: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Widzę, że mieszkanie katolickie”. Odpowiedzieliśmy mu... Wiadomo, jak z takiej ucieczki uciekł – to jak niespełna mądry był. Ale doszedł do przytomności (nie był na szczęście ranny) i mówi, że taka i taka sprawa: „było nas czternastu, został jeden ja żywym”. A wszystko inne zostało zabite przez sowietów […]. Jak to trochę przyschło, uspokoiło się po kilku godzinach to ten człowiek mówi: „Idziem Panowie, zobaczymy”. Poszliśmy na to miejsce kaźni. Zachodzim – to kilku leżało zaraz na miejscu – niedaleko odlecieli. Poszli my szukać reszty tych ludzi. Każdy jeden był – widać było – dobity z tyłu. Każdy postrzelony był z erkaemu, to po nogach dostał, to po żołądku dostał... Widać, najpierw strzelali seriami, ludzie im uciekli, który przewrócił się, podobijali i każdego dobijali w tył głowy. Nawet trzynasty był na końcu lasu, jakieś przeszło tysiąc metrów od miejsca, gdzie rozstrzeliwali. To jeden trzymał się tego Łupińskiego. Łupiński opowiadał – to ten prosił: „Puść człowieku, bo i tobie będzie śmierć i dla mnie”. Puścił i upadł i też był dobijany, a Łupiński uciekł. Zwłoki porozrzucane po lesie, każdy pojedynczo leżał. Kobiety leżały niedaleko, a mężczyźni dalej. Enkawudziści to zostawili i uciekli, bo sami uciekali przed Niemcami. My ich pogrzebali, wykopali dół na miejscu, w lesie. Poznosili ich w to miejsce. Ze mną był brat, był sąsiad i Łupiński. Ubranie Łupiński porozwieszał na płocie, na naszym podwórku – takie zimowe, bo zabici mieli ze sobą jakieś bagaże. Łupiński zabierał też dokumenty zabitych, kto co miał to zbierał. Pogrzebali my ich, bez księdza, bo on już był staruszek i nie był przy tym pogrzebie. Drewniane krzyże postawili... Tego samego dnia Łupiński przenocował u nas, przyszli Niemcy, on zgłosił się do nich – dali jemu zezwolenie, że on miał prawo zatrzymać jadący wóz w tamtym kierunku, żeby podwieźli go. I zaraz za parę dni, zaczęli zjeżdżać ludzie i zabierać te zwłoki. Niemcy nie zrobili żadnej komisji, nic. Rodziny zabierały swoich, ale nazwisk nikogo nie pamiętam...”.

Wspólna tymczasowa mogiła skryła ciała13 osób. Kazimierz Szyłkiewicz (r. 1920) w 2006 roku zeznał, że 23 czerwca 1941 roku w lesie zwanym Moskiewski Most słyszał seryjne i pojedyncze strzały, a oprócz wspomnianych 13 osób, „z miejsca uciekły jeszcze dwie osoby, które zostały dogonione i zastrzelone. Kazik Szarejko mówił, że najpierw ich postrzelili w nogi, gdy uciekali, a następnie z pistoletu dobili, mieli przestrzelone głowy […] Osób 13 zostało zakopanych w jamie, a dwaj pozostali na brzegach lasu i byli chowani w ten sposób, jednego chowali Niemcy rozkładającego się, a drugiego na polecenie Niemców zakopali Piotr Wołosewicz i Napoleon Kotowicz”. O drugim grobie wspomina także Henryk Niemyjski, syn Jana, ofiary zbrodni19.

Z 15 zabitych, na dzień dzisiejszy ustalono tożsamość wszystkich 15 osób, co do których nie ma już wątpliwości, że były ofiarami masakry pod Zabłudowem 23 czerwca 1941 roku. Na terenie administracyjnym Zabłudowa, w pobliżu granicy z wsią Folwarki Małe, zamordowani zostali:

- Stanisław Akacki, lat 38, rolnik ze Skórca gm. Ciechanowiec,
- Tomasz Godlewski, lat 43, rolnik ze wsi Czaje gm. Grodzisk,
- Hersz Kłoda, l. 36, fryzjer z Ciechanowca,
- Czesław Koc, lat 19, rolnik z Koców-Schabów gm. Ciechanowiec,
- Jan Koc, lat 31, rolnik z Koców-Piskuł gm. Ciechanowiec,
- Jan Krasowski, lat 30, rolnik ze wsi Szmurły gm. Brańsk,
- Aleksander Kwiatkowski, lat 49, rolnik z Olend gm. Brańsk,
- Bolesław Maksimczuk, lat 43, rolnik z Gródka gm. Klukowo,
- Zofia Marcinkowska, lat 19, z Ciechanowca,
- Jan Niemyjski, lat 38, rolnik z Gnatów-Soczewki gm. Klukowo,
- Ignacy Płoński, lat 56, przedsiębiorca z Brańska,
- Marian Stolarczyk, lat 50, nauczyciel z Ciechanowca,
- Józef Wierciński, lat 38, masarz z Ciechanowca,
- Stanisław Wójcik, lat 48, rakarz z kol. Ciechanowiec,
- Helena Zaziemska, lat 36, nauczycielka ze Spieszyna gm. Brańsk.

K. Sawicki, z Biura Prasowego „Solidarności” w Białymstoku, 8 października 1989 roku na taśmie magnetofonowej zarejestrował trzy relacje dotyczące zbrodni pod Zabłudowem. Dwie (K. Szarejki i K. Szyłkiewicza) z tych opowieści wydrukowano w lokalnej gazetce „Z Zabłudowskiej Ziemi”20. Trzecia, Heleny Hermanowskiej (r. 1919), zawiera informacje, że 23 czerwca 1941 roku usłyszała od swego ojca Wincentego Sanejko z Folwarków, iż w lesie Moskiewski Most, ponad 100 metrów od ich stodoły, strzelano do ludzi, którzy uciekali na pole Janowicza. Zasypano ich w jamie po sośnie. O zbrodni powiedział Sanejkom niejaki Siemieńczuk. Niebawem poszli w to miejsce, ale za stodołą leżeli jeszcze żołnierze. Z obawy o własne życie, nie podchodzili. Później p. Helena dodała: „ Tylko ziemia była zlana krwią. […] A potem rodziny zaczęły przyjeżdżać po tych zabitych. Zachodzili do nas, ojciec im pokazywał. Rozpoznawali swoich, to po swetrze, to po spodniach, bo twarze oni mieli zmasakrowane. Ach, jak ci ludzie rozpaczali. Jeszcze teraz serce się ściska. Lato się zaczynało, taki piękny czas, i taka straszna śmierć” .
____________________________
17  Proboszczem w Zabłudowie od 1940 do 1947 roku był ks. Stanisław Więckiewicz, który wówczas miał 43 lata. Wikariuszem był ks. Kazimierz Kardasz lub ks. Stanisław Fiedorczuk. Być może chodzi o innego duchownego, gdyż żadnego ze wspomnianych nie da się ówcześnie nazwać „staruszkiem”, jak dalej wspomina K. Szarejko.
18
Kazimierz Szarejko konsekwentnie nazywa tego człowieka „Łapiński”, gdy faktycznie był to Jan Łupiński z Mierzynówki koło Grodziska, między Brańskiem a Drohiczynem. W dalszej części relacji poprawiono pisownię nazwiska z „Łapiński” na „Łupiński”. Relacja K. Szarejki była przedrukowywana: K. Sawicki, Zamordowani przez NKWD, „Z Zabłudowskiej Ziemi” 1991, nr 1, s. 4-5; A.Ł. Leończuk, Wspomnienia budzą mnie po nocach… Okupacja sowiecka w Rejonie Zabłudowskim w latach 1939-1941, w relacjach i wspomnieniach, Białystok 2010, s. 82-89.
Na koniec K. Szarejko dodał: „Ci, którzy nie znaleźli swoich wśród trupów w Moskiewskim Moście, jechali do Piacienki, tam szukać”. – AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 728-730. Także K. Szyłkiewicz potwierdza: „Potem dowiedzieliśmy się, że w Piatince przy cmentarzu prawosławnym też rozstrzelali ludzi”. W uroczysku Piatienka, koło Zabłudowa, znajduje się prawosławne miejsce kultu i cmentarz. Nazwa „Piatienka” wywodzi się od określenia dziesiątego piątku po Wielkanocy.
19
Tamże, k. 722v-725, 376 – według niego w dwóch grobach były pochowane 54 osoby. Ta liczba niewątpliwie jest przesadzona. Wieść o zbrodni i jej sprawcach szybko rozchodziła się pośród mieszkańców. Informacje przekazywane z ust do ust powodowały, że liczbę ofiar mnożono do około 30, 46, czy wspomnianych aż 54 – AIPN, S 10/07/Zk, k. 255, 666.
20 K. Sawicki, dz. cyt., s. 4-5.
21
AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 730-731; A. Zielińska, Marsz śmierci, „Kurier Poranny – Magazyn”, 27 kwietnia 2007 r., s. 6-7.  
 
Ofiary
 
Zofia Marcinkowska była najmłodszą pośród rozstrzelanych pod Zabłudowem. Miała 19 lat (r. 1922). Mieszkała w prawobrzeżnym Ciechanowcu, przy ul. Czyżewskiej 2. Jej ojciec, Stefan, był kowalem. Zosia przed wojną należała do harcerstwa i Żeńskiego Stowarzyszenia Młodzieży Katolickiej przy parafii w Kuczynie, któremu przewodniczyła do roku 1939. Jej narzeczonym był przedwojenny policjant, Roman Wygaś, pochodzący z Sosnowca.

Aresztowano ją w typowy sposób. Nad ranem, 20 czerwca 1941 roku, do domu Marcinkowskich załomotali funkcjonariusze NKWD. Do środka weszło czterech. Kierowca pozostał w samochodzie. Rodzinie oświadczono, że jadą na Syberię. Kazano się spakować. Jednak ani ojcu Stefanowi, ani Zosi nie pozwolono swobodnie poruszać się po domu. W trakcie pakowania dwóch funkcjonariuszy wyprowadziło Zofię i odwiozło do aresztu przy ul. Maleckiej. Resztę rodziny, tj. dziadka Józefa, rodziców Stefana Marcinkowskiego (1893-1966) i Stefanię z Wyszyńskich (1894-1953) oraz rodzeństwo Jadwigę (ur. w 1923) i Aleksandra (ur. w 1927) zapakowano na furmankę i wraz z innymi powieziono do stacji kolejowej w Czyżewie. Rodzina ze zsyłki do Komi powróciła w 1946 roku. Zofia Marcinkowska ranna pod Zabłudowem krzyczała: „Bóg was za to ukarze!”. Enkawudziści dobili ją strzałem w głowę22.
 
 
Historia Bolesława Maksimczuka zaczyna się też w sposób typowy. Do jego domu w Gródku koło Kuczyna, 20 czerwca 1941 roku nad ranem w drzwi załomotali nieznani funkcjonariusze NKWD w szarych mundurach i pelerynach. Kazali pakować się rodzinie i przypadkowo goszczącej u nich Danucie Wojtyło, siostrzenicy Bolesława. Jedną furmanką wieziono ich w kierunku stacji w Czyżewie. Po około czterech kilometrach ojciec rodziny, Bolesław, został odłączony od grupy i przewieziony do ciechanowieckiej siedziby NKWD. Miał być tylko przesłuchany. Nikt z najbliższych nigdy go już nie zobaczył żywego. Bolesława zamordowano w wieku 43 lat. Pozostali po nim wdowa Marianna z Piszczatowskich (1905-1960) oraz dwóch synów Marian Czesław (r. 1925) i Zdzisław. Trzeci syn, Jan, urodził się już po śmierci ojca, na zesłaniu, w podbiegunowej Komi ASSR. Rodzina przeżyła zsyłkę i wróciła do Polski w 1946 roku.
 
Bolesław Maksimczuk był rolnikiem, komendantem Polskiej Organizacji Wojskowej w Klukowie, uczestnikiem wojny 1920 roku i piłsudczykiem. W 1935 roku brał udział w pogrzebie Marszałka Piłsudskiego. W jego domu odbywały się spotkania peowiaków z Klukowa i okolic: Bolesława Sekury, Bolesława Tałaszkiewicza, Stanisława Bednarza, Adama Hieronimczuka, Jankowskiego i Koca. Czasami przyjeżdżał delegat POW z Warszawy23.

 
Drugi mieszkaniec obecnej gminy Klukowo, 38-letni Jan Niemyjski, został aresztowany przez NKWD wiosną 1941 roku, na kilka tygodni przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej. Był synem Konstantego (zm. 1968) i Marianny. Wraz z żoną Heleną, z domu Lubowicką, prowadził 24. hektarowe gospodarstwo w Gnatach-Soczewce. Ze względu na kolonijne położenie tej małej miejscowości, było to idealne miejsce do pomocy ukrywającym się przed sowieckimi represjami. Faktycznie, Niemyjscy przetrzymywali w kryjówce Stanisława Zawistowskiego z Uszy Małej, Henryka Bartosiaka z Ciechanowca i Henryka Życińskiego, właściciela dwunastowłókowego majątku ziemskiego w Klukowie. Przy aresztowaniu dokonano szczegółowej rewizji gospodarstwa, ale nie znaleziono nikogo poza członkami rodziny.
 
Jana przetrzymywano kilka dni w Ciechanowcu, potem przewieziono do Białegostoku, a po nieco dłuższym czasie trafił ponownie do Ciechanowca w celu osądzenia. Sąd rozpatrywał sprawę w piątek, 20 czerwca. Niemyjskiego oskarżono o ukrywanie partyzantów. Autorami donosu mieli być bezrolni sąsiedzi Maria i Władysław Łuniewscy oraz Kazimiera Złotkowska z mężem. Oni też byli świadkami w sądzie. Oskarżony zażądał przesłuchania wójta gminy Boguty. W związku z tym sprawę przełożono na wtorek, 24 czerwca. W niedzielę (22 czerwca) wybuchła wojna. Rodzina tego dnia czekała na Jana z obiadem licząc, że Rosjanie go wypuszczą, albo zrobią to Niemcy po odbiciu więzienia. Niestety przeliczyli się24.

Żona Helena (r. 1905) i czwórka dzieci: Henryka (ur. w 1929 r.), Wanda (ur. w 1931), Eugenia (ur. w 1933) oraz Henryk (ur. w 1936) uniknęli wywózki na Syberię i w komplecie przetrwali wojnę. Szwagier żony Jana Niemyjskiego, geodeta Stanisław Sienicki r. 1904, podporucznik rezerwy 42. pułku piechoty, został rozstrzelany wiosną 1940 roku w Charkowie25 .
____________________________
22 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 273-273v, 297.
23 Tamże, k. 268, 334-335.
24 Informacja na pomniku o dacie śmierci jest błędna. Faktycznie został zamordowany dwa dni później, 23 czerwca 1941 roku.
25 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 253-255, 328-328v, 366-367, 445-446, 649. Bezpośrednią przyczyną sąsiedzkiego donosu były podobno wcześniejsze nieporozumienia o przejazd przez ziemię Niemyjskiego.
 
Marian Stolarczyk, urodzony 6 kwietnia 1891 roku w Stanisławowie, syn Jakuba i Heleny. Nauczyciel języka polskiego w szkole powszechnej w Ciechanowcu, został aresztowany zgodnie z przytoczonym schematem. Do dwurodzinnego domu przy ulicy Parkowej, gdzie mieszkał wraz z żoną Natalią z domu Knefel, również nauczycielką, oraz córką Lillą (r. 1930) i synem Jarowitem (r. 1926), 20 czerwca 1941 roku, nad ranem załomotali nieznani funkcjonariusze NKWD. Rodzina dostała 30 minut na spakowanie i oznajmiono im, że zostaną przesiedleni. Nie podano żadnych powodów, dla których zostali tak „wyróżnieni”.

Marian od 1936 do 1939 roku był prezesem OSP w Ciechanowcu. Za sanacji, był znany w środowisku z sympatii do komunizmu. Nie ustrzegło go to, a może właśnie przyczyniło się do nadmiernego zainteresowania sowieckich władz okupacyjnych jego osobą, a przez to i rodziną. Pierwszego wyprowadzono Mariana. Nie pozwolono mu pożegnać się z najbliższymi i zabrać jakiegokolwiek bagażu. Córkę, Lillę, próbującą uściskać ojca, sowiecki funkcjonariusz uderzył kolbą karabinu. Żonę i dzieci odwieziono ciężarówką na stację kolejową w Czyżewie. Stamtąd pociągiem towarowym dojechali do stacji Kotłas w Komi ASRR. Tam przeładowano ich na barki. Do celu dopłynęli Wyczegdą. Syn, Jaromir, później zaciągnął się do I Armii Wojska Polskiego. Matkę i siostrę w 1944 roku przewieziono na Kaukaz, tereny obecnej Czeczenii. W 1946 roku wróciły do kraju i zamieszkały we Wrocławiu26.
 
 
Zatrzymanie 37-letniego kawalera Józefa Wiercińskiego, syna Aleksandra i Franciszki z Kuzebskich, odbyło się według typowego scenariusza. W nocy z 19 na 20 czerwca NKWD naszło dom, w którym oprócz niego zamieszkiwali bracia, 24-letni Wincenty oraz 35-letni Antoni z żoną Zofią, lat 27, i ich dwutygodniową córką Marią. Józef był kawalerem, z zawodu masarzem, Wincenty pracował w zawodowej straży pożarnej, natomiast Antoni prowadził gospodarstwo rolne o powierzchni około dwóch hektarów.

Dwaj funkcjonariusze NKWD weszli do domu, zrobili rewizję i dali pół godziny na spakowanie. Sami zabrali lepsze ubrania i skórę na buty. Przed domem czekała furmanka na którą załadowano całą rodzinę. Najpierw podjechano do siedziby NKWD, gdzie odłączono od grupy najstarszego brata Józefa, w celu przesłuchania. Pozostałych przewieziono na stację kolejową Czyżew, skąd podobnie jak rodzina Stolarczyków, trafili do Kotłasu w Komi ASSR. Braci Antoniego i Wincentego początkowo zatrudniono przy wyrębie lasu. Jesienią 1942 roku niewolniczo pracowali w kopalni w Workucie. W marcu 1943 roku zostali wcieleni do I Dywizji Kościuszkowskiej. W wojsku służyli do końca wojny. Zofia z córką, przez Ukrainę wróciły do Polski w 1946 roku27.
____________________________
26 Tamże, k. 271v, 380-381, 486-488. Białostocki czerwiec, „Sybirak” 1995, nr 13. Rodzina o okolicznościach i miejscu śmierci dowiedziała się dopiero w 1992 roku. Jednak, na wniosek rodziny, 16 sierpnia 1952 roku Sąd Powiatowy w Bielsku Podlaskim (postanowienie 806/52) potwierdził śmierć Mariana Stolarczyka, wskazując ogólnie 1941 jako rok śmierci, a także przybliżone miejsce zgonu – „okolice Bielska Podlaskiego”. 
27 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 276, 341, 379, 387-388; USC Ciechanowiec, akt zgonu 77/1941. W akcie zgonu zapisano, że 22 czerwca 1941 roku został „zamordowany przez bolszewików w Zabłudowie”. Właściwa data śmierci to 23 czerwca.

Stanisław Wójcik, ur. około 1893 roku, syn Jana i Marianny, to rakarz z kolonii Ciechanowiec, mieszkający w tzw. „Choinkach” (lub „Budach”), w połowie drogi z Ciechanowca do Tworkowic. Żonaty był z Józefą ur. w 1897 roku, córką Ignacego Rottenberga. Małżeństwo Wójcików miało czwórkę dzieci: Julię r. 1919, Jana, Stanisława r. 1923 i Józefa r. 1926. Wraz z rodziną mieszkał też mąż córki Wójcików, Antoni oraz dwoje ich małych dzieci Antoni r. 1938 i Janina r. 1939. W ich wypadku scenariusz aresztowania odbiegał od „standardu”. Najwidoczniej trafili na „ludzkich” funkcjonariuszy. Pozwolono im zabrać tak dużo rzeczy, że zabrakło miejsca na dwóch furmankach podstawionych dla licznej rodziny. Na pytanie czy mogą zaprzęgnąć własną furmankę uzyskali zgodę. Załadowani na trzy fury pojechali do Ciechanowca, gdzie Stanisława odłączono od rodziny. Pozostali dotarli najpierw na ciechanowiecką „Wolę”, a stamtąd wraz z konwojem na stację kolejową w Czyżewie. Miejscem ich zsyłki była Komi (ASRR)28. Do Polski powrócili w 1946 roku.
 
Po załadowaniu na wagony, 20 czerwca 1941 roku, na stacji w Czyżewie Olędzcy z Ciechanowca poznali pięknego, karego konia Wójcików, którego niewiele wcześniej sami im sprzedali. Koń błąkał się bezpańsko po placu. Ich zdaniem to właśnie ten koń mógł być pretekstem aresztowania rodziny rakarza z „Choinek”. Koń był wrażliwy na zapachy i często nerwowo reagował. Kilka dni przed atakiem Niemców skoczył na sowiecki samochód przejeżdżający przez miasto, a powożący zaprzęgiem Stanisław Wójcik miał posłać soczystą wiązankę w stronę kierowcy tego pojazdu. Wójcik był w grupie zamordowanych 23 czerwca 1941 roku. W chwili śmierci miał 48 lat29.


Stanisław Akacki, ur. ok. 1903 roku, syn Wawrzyńca i Albiny z domu Leszczuk. Rolnik z kol. Skórzec. Ochotniczo uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. Był żonaty z Teofilą (1897-1970), córką Tomasza Mazura. Stanisław w czasie okupacji sowieckiej od 1941 roku ukrywał się. Wspólnie z Tomaszem Godlewskim oraz Aleksandrem Mazurem (obaj ze wsi Czaje) trudnili się przeprowadzaniem ludzi przez granicę na rzece Bug. W nocy z 20 na 21 czerwca Stanisław przyszedł do domu, twierdząc, że jest już bezpieczny, bo w niedzielę wejdą Niemcy. Niestety przeliczył się. Tej samej nocy jego dom na kolonii odwiedziło NKWD i aresztowało domowników, Stanisława, jego żonę Teofilę oraz starszego syna Zygmunta (1925-1997). W czasie rewizji znaleziono stary mundur Stanisława oraz paszport. Zsyłki uniknęli babcia Albina Akacka, która była wtedy u swojej córki Zofii Antoszczuk w Rudce oraz młodszy syn, Tadeusz, nocujący u bezdzietnej ciotki w Małyszczynie.

Aresztowanych przewieziono do Ciechanowca, gdzie Stanisława zatrzymano w areszcie, a żonę z synem po przewiezieniu na stację kolejową w Czyżewie, wywieziono na Sybir (Komi). Syn Zygmunt zaciągnął się do kościuszkowców i przeszedł cały szlak bojowy do Berlina. Teofila powróciła do kraju w 1946 roku.
 
Stanisław Akacki w trakcie egzekucji 23 czerwca pod Zabłudowem, został ranny w szyję (kula przeszła koło krtani). Dobił go enkawudzista strzałem w plecy, pod lewą łopatkę. Ta kula trafiła w serce. Miał 38 lat30.
____________________________
28 Razem z nimi na zsyłce była rodzina Bazylewiczów z Trojanówka: Stanisława c. Stanisława r. 1926, Halina c. Stanisława r. 1925, Jadwiga c. Konstantego r. 1896, Stanisław s. Franciszka r. 1926.
29 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 279; USC Ciechanowiec, akt zgonu nr 74/1941. W akcie zgonu zapisano, że 22 czerwca 1941 roku został „zamordowany przez bolszewików w Zabłudowie”. Właściwa data śmierci to 23 czerwca.
30 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 314-315, 324, 459, 625-627; USC Ciechanowiec, akt zgonu nr 28/1941/P. Z informacją, że zginął koło Białegostoku. Trudno jest zgodzić się z opinią Ewy Sabotówny-Grün o Akackim, w jej relacji przechowywanej w Ośrodku „Karta” – Archiwum Wschodnie w Warszawie, sygn. AW 1/728.

Najstarsza wiekiem ofiara śmiertelna zbrodni to 56-letni Ignacy Płoński. Urodził się w 1885 roku, syn Jana i Antoniny. W wieku kilkunastu lat wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie przebywał już jego ojciec. Powrócił do odrodzonego kraju w 1919 roku, z kapitałem, który ulokował w spółkę wytwarzającą dywany dwuosnowowe w Brańsku. Po podziale spółki, rozwinął firmę i produkował dywany na lokalny i szerszy rynek, a nawet przez pośrednika sprzedawał w Rumunii. Poślubił Konstancję Klinicką, z którą mieli troje dzieci: Irenę (1922), Marię (1923) i Jana Zbigniewa (1926). Należał do klasy średniej. Udzielał się w środowisku. 20 czerwca 1941 roku, o godzinie drugiej w nocy, całą rodzinę Płońskich aresztowało NKWD i pod konwojem doprowadziło do swojej siedziby (ok. 300 m) przy obecnej ul. Sienkiewicza 8. Po załadowaniu na ciężarówkę, razem z innymi rodzinami, wieziono ich do Bielska Podlaskiego. „Po przejechaniu około dwóch kilometrów, do ciężarówki podjechał samochód – wspomina uczestniczka zdarzenia Maria z Płońskich Sawicka – z którego wysiadł naczelnik NKWD w Brańsku […], jego zastępca31[…] i dwóch uzbrojonych żołnierzy NKWD. Zatrzymali ciężarówkę i brutalnie ściągnęli mego ojca, uderzając przykładem32  karabinu. Ojciec płakał wraz z nami i błagał tych zbirów, żeby nie odłączali [go] od rodziny. Do końca mego życia nie zapomnę tego momentu, wtedy widziałam ojca ostatni raz. Deportowano nas na Syberię do Ałtajskiego Kraju […]”. Ignacego Płońskiego uwięziono w Brańsku, w areszcie milicyjnym (była masarnia Godlewskich, przy obecnej ulicy Sienkiewicza). W czasie przesłuchania w Brańsku był torturowany, połamano mu palce. 22 czerwca dołączono do grupy więźniów z Ciechanowca. Został zamordowany 23 czerwca strzałem w tył głowy33.


Aleksander Kwiatkowski, urodził się w 1892 roku w Brzeźnicy koło Brańska. Był synem Kazimierza. W 1923 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował jako mechanik. Po powrocie, za zarobione pieniądze kupił 21 ha ziemi na kolonii wsi Olendy (Olędy). Miał też grunty w Brzeźnicy – 6 ha i w Popławach – 7,5 ha. Żonę Helenę z Żelazowskich, z córkami, siedmioletnią Aliną i dwumiesięczną Krystyną, 20 czerwca 1941 roku wywieziono na Sybir. Jego cofnięto z transportu i uwięziono w Brańsku. Kwiatkowski był w grupie więźniów transportowanych 22 czerwca do Białegostoku. W chwili śmierci pod Zabłudowem miał niespełna 49 lat34.

 
Helena Józefa Zaziemska, ur. 3 maja 1905 roku w Dubiecku pow. przemyski, córka Józefa i Dominiki z Muzyczków. Jej brat Leon Zaziemski był kapłanem, a drugi brat zawodowym żołnierzem. Helena w 1928 roku ukończyła seminarium nauczycielskie prowadzone przez siostry benedyktynki w Przemyślu. Była nauczycielką na terenie powiatu stolińskiego w Złotem (1929-1933) i  Łudeniu (1933-1936). Od 1936 roku w Sypniach (pow. bielski). W 1940 roku została zatrudniona w Spieszynie (ówcześnie parafia Rudka k. Brańska). Panna. Według miejscowych ostrzegano ją przed możliwym aresztowaniem, za posiadanie radia i słuchanie rozgłośni zachodnich. Nie uciekła. 21 czerwca 1941 roku przyjechało po nią NKWD i uwięziło w Brańsku. Dwa dni później została zamordowana koło Zabłudowa. Ostatni fragment drogi pokonała boso, pantofle trzymając w dłoni do ostatniej chwili życia. Miała 36 lat35.
 

Jan Krasowski, ur. ok. 1911 roku w Szmurłach k. Brańska (ówcześnie parafia Rudka), syn Józefa i Rozalii ze Szmurłów. Kawaler. W akcie zgonu (nr 37/1941) odnotowano, że został „rozstrzelany przez bolszewików” 23 czerwca 1941 roku. Zaś na tablicy pamiątkowej znajdującej się na cmentarzu w Szmurłach, obok danych Heleny Zaziemskiej odnotowano, że zginął on w 1941 roku pod Zabłudowem. W rodzinnej wsi widziano jak prowadzili go funkcjonariusze NKWD w stronę wsi Olendy. Został dostarczony do Brańska i dzielił los pozostałych aresztantów, aż do śmierci pod Zabłudowem. Według aktu zgonu miał 30 lat36.
____________________________
31 Relacjonująca podaje nazwiska osób, które w tym czasie już nie pełniły tych funkcji. Naczelnika NKWD w Brańsku sierż. Atliwankina, wiosną 1941 roku zastąpił sierż. B. Olejnikow z NKGB. Maria Sawicka, jako zastępcę naczelnika NKWD w Brańsku podaje Lenartowicza, który faktycznie był przewodniczącym „gorsowietu” w Brańsku. Zastępcą naczelnika NKWD był Imbułajew.
32 Słowo z języka rosyjskiego – „приклад”, to kolba karabinu.
33 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 33v, 39v, 61, 62-64; Z. Romaniuk, Zbrodnia w Folwarkach Tylwickich na tle wydarzeń w regionie w połowie 1941 roku, [w:] Początek wojny niemiecko-sowieckiej i losy ludności cywilnej, Warszawa 2003, s. 78-80.
34 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 52-53, 60-61, 478-479.
35 Z. Romaniuk, J. Usakiewicz, Związek Nauczycielstwa Polskiego w Brańsku i okolicach, Brańsk 2006, s. 76-77; AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 71-71v; USC Rudka, akt zgonu nr 38/1941.
36 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 60-61, 70-71, 261-262; USC Rudka, akt zgonu nr 37/1941 – tutaj błędnie odnotowano jako miejsce śmierci Szmurły, gdy było to miejsce jego zamieszkania. Tak samo ksiądz zapisał w przypadku Heleny Zaziemskiej jako jej miejsce śmierci, nie Zabłudów czy Folwarki, a Spieszyn – wieś w której mieszkała. Niektórzy ze wsi Szmurły przypuszczali, że Jan Krasowski został zastrzelony i zakopany w okolicach wsi Olendy. Jednak nie znaleziono na to wiarygodnego potwierdzenia. 

 
Czesław Koc, ur. 2 stycznia 1922 roku w Kocach-Schabach, syn Feliksa i Leokadii. Kawaler z Koców-Schabów. Rodzinę, matkę i siostrę Stanisławę ur. w 1918 roku, aresztowano według znanego scenariusza 20 czerwca 1941 roku i dostarczono do Brańska, a potem na stację kolejową w Bielsku Podlaskim, skąd wywieziono do Ałtajskiego Kraju. Czesława odłączono od rodziny i dowieziono do aresztu w Brańsku. Ksiądz w akcie zgonu zapisał: „…w okolicy Zabłudowa, w Małych Folwarkach w lesie zamordowany przez urzędników sowieckich…  Zwłoki jego zostały odnalezione, rozpoznane i przywiezione do wsi Koców Schabów i pogrzebane na cmentarzu parafialnym w Winnie przez ks. Kazimierza Dymitrowicza, proboszcza, w dniu 14 lipca 1941 r.”37. Matka i siostra w 1946 roku powróciły do kraju.

 
Jan Koc, ur. 10 sierpnia 1910 roku w Kocach-Piskułach, syn Józefa i Anny z Olędzkich. Razem z rodziną mieszkał w Kocach-Piskułach. Gospodarzyli na około 20 ha. Żonę Helenę (c. Kazimierza i Florentyny z Niemyjskich) 1912-1995, wraz z córkami: Janiną (ur. w 1935) i Stanisławą Florentyną (ur. w 1937). Krytycznej nocy, 20 czerwca 1941 roku do okna rodziny Koców zapukała sąsiadka Twarowska. Nic niepodejrzewający gospodarze otworzyli drzwi. Weszło dwóch enkawudzistów. W domu zastali tylko młodszą siostrę z rodzicami. Po starszą siostrą poszli do babci Florentyny Niemyjskiej. Całą rodzinę przewieziono do Brańska. Tutaj odłączono od nich ojca. Matkę z córkami wysłano samochodem na stację kolejową w Bielsku Podlaskim. Rodzina trafiła do Ałtajskiego Kraju. W momencie wywózki Helena była w ciąży i już na zsyłce urodziła syna Kazimierza, który po kilku miesiącach zmarł w Ałtaju. Odłączony od rodziny Jan Koc, był w grupie zamordowanych 23 czerwca. Ksiądz znowu w akcie zgonu zapisał: „…w okolicy Zabłudowa, w Małych Folwarkach w lesie zamordowany przez urzędników sowieckich… Zwłoki jego zostały odnalezione, rozpoznane i przywiezione do wsi Koców Piskuł i pogrzebane na cmentarzu parafialnym w Winnie przez ks. Kazimierza Dymitrowicza, proboszcza, w dniu 14 lipca 1941 r.”. Po pierwszej serii został ranny. Jednak podniósł głowę. Dobito go38. Miał 41 lat.

 
Tomasz Godlewski, ur. ok. 1898 roku w Czajach (obecnie gmina Grodzisk), syn Józefa i Rozalii z d. Mazur. Prowadził gospodarstwo rolne. Rodzinę 20 czerwca 1941 roku aresztowało NKWD. Żonę Zofię z Wińskich oraz córki, Janinę (po mężu Bryc) 1925-2014 i Wandę (po mężu Mularczuk) 1928-2003, wywieziono do Ałtajskiego Kraju. W 1944 roku przewieziono do Krasnojarskiego Kraju. Repatriowano w 1946 roku. Tomasz Godlewski został odłączony od rodziny w Brańsku. Spotkał go los innych aresztowanych. Został zamordowany 23 czerwca 1941 roku pod Zabłudowem39. Miał 43 lata.
 
 
Ercko (Erszko, Hersz) Kłoda, Żyd, ur. w 1905 r., zięć rzeźnika Leibusza. Około 1926 roku założył zakład fryzjerski w osadzie Ciechanowiec przy wylocie ul. Kuczyńskiej. W czasie okupacji sowieckiej aresztowany za to, że był jednym z nielicznych rzemieślników, który nie zgodził się na przystąpienie do spółdzielni. Uważał, że w sowieckim nieładzie spółdzielcza reguła nie będzie przestrzegana. Nie uszło to uwagi władz. Ktoś napisał na niego donos, że szpieguje na rzecz Rządu w Londynie i aresztowano go. W areszcie miał spędzić blisko półtora roku. Jego rodzina wywieziona została z Czyżewa do Komi ASSR, podobnie jak większość rodzin ciechanowieckich ofiar pamiętnej egzekucji 23 czerwca 1941 r. pod Zabłudowem40. Jego nazwisko pojawia się w opracowaniu prok. W. Monkiewicza41 i kolejnych. Nie ma go w relacjach Polaków, którzy przezyli. Znalazł się na liście ofiar w postanowieniu prokuratorskim w 2007 roku. A.Ł. Leończuk pisze, że pośród: „rozstrzelanych był obecny podstawiony agent sowiecki (Ercek Kłoda), który miał zbierać wśród nich informacje. W chwilach poprzedzających egzekucję miał krzyczeć i przekonywać enkawudzistów, że jest ich agentem i współpracuje z NKWD w Ciechanowcu”42. Nie było go jednak na liście współpracowników NKWD, która odnaleziona została w Ciechanowcu. W momencie śmierci miał 36 lat.
 
 
Ocalało co najmniej pięciu z około 20 eskortowanych. Wspomniany już Bolesław Matanowski, ur. 15 stycznia 1915 roku w Gródku, syn Antoniego i Marianny. Aresztowany 20 czerwca 1941 roku i osadzony w areszcie w Ciechanowcu. Uciekł z konwoju jeszcze w Zabłudowie. Do domu dotarł we wtorek, 24 czerwca, po południu. W 1946 roku wyjechał z Gródka. Mieszkał w Aleksandrowie Łódzkim.


Jan Łupiński z Mierzynówki k. Grodziska. Jego rodziców oraz siostrę i młodszego brata Franciszka, sowieci 20 czerwca 1941 roku wywieźli na Sybir. Trzeci brat, plut. Stanisław, ukrywał się w rodzinnej wsi. Franciszek na zsyłce zgłosił się do berlingowców, zdezerterował w 1944 roku.
 
Jan był najstarszym z braci. Studiował w seminarium duchownym, ale ostatecznie ukończył prawo. Pracował w jednej z prokuratur na Polesiu. W czasie okupacji sowieckiej, do zsyłki rodziny, przebywał w Mierzynówce. Ocalał z masakry. Na krótko powrócił do rodzinnej wsi, a potem wyjechał do Prużany, gdzie pracował w mleczarni. Po dwóch latach musiał stamtąd uciekać i kolejny raz powrócił do Mierzynówki, gdzie używał fałszywych danych („Jan Malinowski”). Pracował jako dezynfektor. Trzej bracia Łupińscy od 1944 roku tworzyli własną, niezależną grupę, która w okolicy brała odwet na sowietach i komunistach43.
   

Piotr Zaręba z kol. Klukowo, razem z żoną Anielą, był aresztowany 20 czerwca 1941 roku. Żonę odwieziono do stacji kolejowej w Czyżewie. Potem trafiła na Sybir. Piotra Zarębę odwieziono do aresztu w Ciechanowcu. Był w grupie pędzonych do Brańska i transportowanych do Zabłudowa. Nie podjął próby ucieczki. Został ciężko ranny, udawał nieżywego, dzięki czemu przeżył. Opatrzony przez Niemców, niebawem, razem z Mateuszem Rybakiem i Borysem Sokółkowem powrócili w rodzinne strony. Był stale „zalękniony”. Przeżycia i odniesione rany spowodowały jego zgon już rok później, w 1942 roku44.
 

Mateusz Rybak, ur. 19 września 1901 roku w Ciechanowcu, syn Józefa i Julii. Był żonaty z Zofią z Kraszewskich. Przed wojną buchalter w Nowodworach, majątku Starzeńskich. Aktywny ciechanowiecki działacz społeczny (OSP i inne). Zmobilizowany, uczestniczył w wojnie obronnej 1939 roku. Od 1 stycznia 1941 roku pracował w młynie w Ciechanowcu. Na Sybir 20 czerwca wywieziono jego żonę z dziećmi, Aliną Honoratą r. 1932, Józefem Franciszkiem r. 1933, Witoldem r. 1938. Mateusz Rybak uwięziony przez sowietów, znalazł się w konwoju do Brańska. Dzielił los pozostałych aresztantów. W miejscu zbrodni przeżył własną śmierć, pomimo odniesionych ran w szyję, udo (okolice pachwiny), w lewą rękę i czubek głowy (draśnięcie?)45. Udawał nieżywego, wyczołgał się na pole, gdzie pomocy udzielili mu rolnicy, a potem Niemcy w szpitalu polowym. Rodzina po powrocie z zesłania w 1946 roku, spotkała 45-letniego Mateusza zupełnie siwego, niedołężnego. Do końca życia utykał na nogę. Zmarł 30 kwietnia 1974 roku w Ciechanowcu46.
 
 
Borys Sokółkow, ur. 23 lipca 1883 roku w miejscowości Bobrowo (teren zajęty przez ZSRR), syn Emanuela i Eufemii. Żonaty z Bronisławą z Kosińskich. Mieszkali na kol. Ciechanowca (Ciechanowczyk). Żona 20 czerwca 1941 roku została zesłana na Sybir. Borys trafił do aresztu w Ciechanowcu. Był w grupie eskortowanej aż do miejsca zbrodni pod Zabłudowem. Nie uciekał, zgodnie z poleceniem położył się, twarzą do ziemi. Strzelano do niego kilka razy. Jedna z kul trafiła go z tyłu pod łopatką i wyszła pod pachą. Druga zraniła lewą rękę, koło nadgarstka. Strzelano również w głowę, ale przestrzelono tylko czapkę. Starał się nie dawać oznak życia. Sokółkow widział jak Stanisław Wójcik błagał o litość, ale bezskutecznie. Po tym jak zbrodniarze oddalili się. Wyczołgał się razem z Rybakiem. Pierwszej pomocy udzielili im rolnicy. Opatrzono ich w niemieckim szpitalu polowym. We trójkę, razem z Zarębą i Rybakiem, wrócili w rodzinne strony. Był najstarszym przeznaczonym przez oprawców na śmierć. Miał wówczas niespełna 58 lat. Borys Sokółkow zmarł 19 lutego 1954 roku w Ciechanowcu47.

Zaznaczyć należy, że Niemcy nie tylko opatrywali rany wspomnianych osób, ale także wydali im dokumenty na transport do miejsc zamieszkania. Jana Łupińskiego wojskowi motocykliści odwieźli do Grodziska. Takie współczucie ofiarom nie trwało jednak długo. Niebawem hitlerowcy rozpoczęli własną politykę eksterminacyjną.
__________________________
37 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 662, 691v-692; Archiwum parafii Winna Poświętna, akt zgonu nr 49/1941.
38 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 691-693; Archiwum parafii Winna Poświętna, akt zgonu nr 48/1941.
39 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 62-64, 460; USC Ciechanowiec, akt zgonu nr 29/1941/P. Z informacją, że zginął koło Białegostoku.
40 E. Leoni,  Ciechanoviec- Bialystok District; Memorial and Records, Tel Aviv 1964, s. 596.
41 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 340-341 – W. Monkiewicz, Krwawe plamy w Folwarkach koło Zabłudowa (mps).
42 A.Ł. Leończuk, dz. cyt., s. 89.
43 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 711-712 – rel. Z. Popławskiego, który błędnie zamiast Jana, podaje jego brata Franciszka Łupińskiego.
44 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 346v-351v, 490. W aktach nie odnaleziono jego aktu zgonu.
45 W jednej z relacji zamiast rany w „czubek głowy”, otrzymał postrzał w pierś, co jest mniej prawdopodobne, gdyż z taką raną nie byłby w stanie tak szybko dotrzeć w rodzinne strony.   
46 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 271-271v, 288, 290v, 296-297, 302-302v, 335; USC Ciechanowiec, akt zgonu nr 48/1974.
47 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 285, 309; USC Ciechanowiec, akt zgonu nr 15/1954.
 
 
Osoby przypisywane do masakry

We wspomnieniach ludzi przytaczane są nazwiska innych osób, które miały zostać zabite koło Zabłudowa. Do przypisywanych ofiar tej masakry zaliczyć można:
- Wacława Krysińskiego – robotnika dniówkowego z Chorążyc koło Wyszonek Kościelnych. Jedyny syn rodziców. Według Józefa Włodka miał być rozstrzelany pod Zabłudowem48. Jednak na cmentarzach w Wyszonkach Kościelnych, Klukowie i w Dąbrówce Kościelnej nie odnaleziono jego nagrobka. Także w aktach zgonów w USC w Klukowie i Szepietowie nie ma jego aktu zgonu.

- Sylwestrzuka z Gródka. To osoba wymieniana tylko z nazwiska. Brak o niej innych informacji, a także aktu zgonu, nie odnaleziono również mogiły. Mieszkańcy Gródka nikogo takiego nie pamiętają. Jednak rodzina o takim nazwisku mieszka w Gródku. Najprawdopodobniej pomylono go z inną, rzeczywistą ofiarą z tej samej wsi, Maksimczukiem.

Trudno ocenić, czy w grupie pod Zabłudowem był niejaki Wojtkowski – podobno przedwojenny policjant, który w aktach prokuratorskich wymieniany jest także jako Wojtecki49. Miał przeżyć masakrę i po wojnie wyjechać. Z Ciechanowca na Sybir zesłano dwie rodziny Wojtkowskich, Edwarda i Józefa oraz jedną z miejscowości Tymianki-Adamy, której głową był Wiktor.

Jako ofiarę zbrodni pod Zabłudowem wykluczyć należy kobietę, nauczycielkę o nazwisku Szlezinger (zapis fonetyczny). Po zbadaniu tego tropu okazało się, że chodzi o Danutę Schlesinger (1920-1992), w czasie wojny pomieszkującą w Popławach, razem z nauczycielką Leokadią Klukowską, jej siostrą. Danuta także była nauczycielką w okolicach Brańska i w Brańsku. Pozostała w stanie bezżennym. Po wojnie (1946?) osiadła we Wrocławiu, ukończyła studia medyczne. Jako naukowiec uzyskała stopnie naukowe profesora doktora habilitowanego. Specjalizowała się w immunologii i terapii doświadczalnej. Nazwisko rzekomej ofiary – „Szlezinger”, nauczycielki z okolic Brańska, pojawia się w kilku relacjach, bez szczegółów. Powtarzały je osoby, które w czasie wojny wywiezione były na Sybir. Po powrocie relacjonujących z zesłania, Danuty Schlesinger już nie było na tym trenie, gdyż jej rodzina skrycie uciekła na Śląsk. Zapewne była mylona z Heleną Zaziemską z pobliskiego Spieszyna. Według mieszkańca Szmurłów, w czerwcu 1941 roku jeden z mężczyzn złapał we wsi i oddał w ręce enkawudzistów miejscową nauczycielkę nazywaną Lebiedziową. Została aresztowana i dalszy jej los nie jest znany. Według niektórych wywieziono ją na Sybir, a inna wersja głosi, że została zamordowana. To zapewne dlatego w relacjach ludzie wspominali jako jedną z możliwych ofiar pod Zabłudowem, nauczycielkę ze Szmurłów. 
____________________________
48 Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu, J. Włodek, Trochę przeszłości widzianej oczami rolnika (mps), s. 1431.
49 AIPN Bi, S 10/07/Zk ,k. 763, 767, 212, 290v, 296v.
 
Podejrzani o udział w sprawstwie zbrodni

Wacław Pleszczyński, ur. w 1901 roku, syn Karola i Józefy z Kostrzyńskich, z Ciechanowca (ul. Polna), sowiecki milicjant w Ciechanowcu. Polak. Żonaty. Był w eskorcie i w momencie zbrodni pod Zabłudowem 23 czerwca 1941 roku. Od 1944 roku członek PPR. Zabity przez polskie podziemie 11 kwietnia 1945 roku50.
 
Pietka Kondraciuk z okolic Drohiczyna lub Siemiatycz, sowiecki milicjant w Ciechanowcu. Białorusin. Obwiniany o spowodowanie zsyłki rodziny Marcinkiewiczów. Eskortował aresztowanych w drodze do Brańska i zapewne dalej.
 
Berko Brojde z Brańska („Duży Berko”), sowiecki milicjant w Brańsku. Żyd. Widziany w eskorcie aresztantów.

„Kiszkarz” (zięć Nisela Łowszyca) z Brańska, sowiecki milicjant w Brańsku. Żyd. Widziany w eskorcie aresztantów.

Koniuch z Bujnowa, sowiecki milicjant w Brańsku. Białorusin. Widziany w eskorcie aresztantów. Po wojnie miał wyjechać na tereny zajęte przez ZSRR.
____________________________
50 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 408, 475; USC Klukowo, akt zgonu nr 30/1945.
 
Ekshumacja i upamiętnienie

Ocaleni z masakry, po powrocie do domu, opowiadali co się zdarzyło, powiadamiali rodziny poszukujące bliskich. Wieść o ohydnej zbrodni dokonanej na niewinnych ludziach szybko rozeszła się po okolicy. Już po kilkunastu dniach od zbrodni (przed 10 lipcem), rodziny powiadomione o miejscu tymczasowego pogrzebania zwłok, zwracały się do okupacyjnych wojskowych władz niemieckich, z prośbą o zezwolenie na ekshumację i transport ciał na cmentarze parafialne. Niemcy nie robili z tym problemów, a wręcz pomagali. Do Zabłudowa, w pobliże granicy z wsią Folwarki Małe, między około 10 a 21 lipca 1941 roku, furmankami udawali się spokrewnieni i znajomi, czując potrzebę pogrzebania ofiar po chrześcijańsku. Poszukującym ciał pod Folwarkami pomagali okoliczni rolnicy, wskazując miejsce zbrodni. Na kolonii u Kazimierza Szarejki rozpoznawano ubrania rozwieszone na płocie. Było lato, ciała znajdowały się już w stanie znacznego rozkładu, szczególnie te pochowane płytko. Ponadto strzał w tył głowy powodował, że kula rozrywała twarz. Pomordowanych rozpoznawano po ubraniach i cechach szczególnych. Po przywiezieniu zwłok do rodzinnych miejscowości, ludzie przychodzili modlić się, oglądać rany zadane na ciele lub otwory po kulach w ubraniach. Potem urządzano pogrzeby na cmentarzach parafialnych. Niestety, najbliżsi ofiar zostali wywiezieni na Sybir i nie uczestniczyli w tych bardzo smutnych uroczystościach. Oni o losie pomordowanych dowiedzieli się dopiero po powrocie, najczęściej w 1946 roku. Najpóźniej, bo dopiero w 1992 roku, wieść o zbrodni dotarła do rodziny Stolarczyków.
 
Początkowo mogiły ofiar oznakowano drewnianymi krzyżami. Po powrocie ze zsyłki, zasadniczo w 1946 roku, rodziny próbowały nadać skromnym mogiłom godniejszy wygląd. Pojawiły się nagrobki kamienne, lastrykowe, betonowe. Na niektórych pomnikach wskazywano faktycznych sprawców zbrodni, ale wprowadzony system komunistyczny histerycznie reagował na takie zdarzenia. Za te napisy rodziny były represjonowane. Zmieniło się to dopiero po 1989 roku. Przy wymianie starych nagrobków na nowe, już w wolnej Polsce, w większości przypadków napisy jako sprawców ujawniają funkcjonariuszy zbrodniczej formacji – NKWD.
 
8 lub 9 lipca 1941 roku pod Zabłudów udała się pierwsza grupa osób w celu odszukania zwłok. Jan Akacki (zm. 1981) przywiózł ciało brata, Stanisława. Pogrzebano go 10 lipca na cmentarzu w Pobikrach, przy licznym udziale rodziny i parafian. Młodszy syn, Tadeusz (r. 1932, uniknął zsyłki) oglądał marynarkę ojca z przestrzeliną na wysokości serca51. Na granitowym nagrobku wykuto lakoniczny napis: „Stanisław Akacki żył lat 43, zg. śm. trag. 1941 r. Kochanemu ojcu – syn Tadeusz”. Także rodzina Wójcika przywiozła ciało Stanisława i pochowała je 11 lipca na cmentarzu parafialnym w Ciechanowcu52. Jego mogiła nie zachowała się.
 
Po kilku dniach, około 13 lipca, pod Zabłudów wyruszyła druga grupa. Maria Zdrójkowska zabrała ciało brata, Józefa Wiercińskiego. Pochowano je 14 lipca na cmentarzu parafialnym w Ciechanowcu53. Na nagrobku widnieje inskrypcja: „Śp. Józef Wierciński żył lat 38 zm. 23 VI 1941 r. rozstrzelany przez sowietów pod Zabłudowem”54. Zwłoki Jana Koca przywiózł jego teść, Kazimierz Niemyjski, razem z ciałem niespokrewnionego Czesława Koca. 14 lipca pochował ich we wspólnym grobie na cmentarzu w Winnej Poświętnej. Na cmentarnym pomniku umieszczono napis: „Śp. Jan i Czesław Kocowie tragiczną śmiercią zginęli przez sąsiadów sprzedani, bolszewicy zamordowali pod Zabłudowem dnia 23 VI 1941 r. Przeżyli lat 32 i 20”. Na nekropolii w Pobikrach ciało Tomasza Godlewskiego pogrzebano 15 lipca55. Na nagrobku przeczytać możemy: „Śp. Tomasz Godlewski żył lat 45 zginął śmiercią tragiczną w 1941 r. Boże zbaw jego duszę”. Dość wczesny pochówek Godlewskiego zapewne wynika z faktu, że z tamtych stron pochodził Jan Łupiński, który mógł powiadomić rodzinę o miejscu tragedii. Mogiły Godlewskiego i Akackiego sąsiadują ze sobą.
 
Zofię Marcinkowską ekshumował jej stryj Stanisław i brat zamordowanej, także Stanisław (uniknął zsyłki, miał już własną rodzinę). Jej ciało pochowano na cmentarzu parafialnym w Kuczynie . Mimo zakazu i represji ze strony Urzędu Bezpieczeństwa na jej pomniku oprócz daty śmierci znalazła się wzmianka: „Zofia Marcinkowska lat 19 rozstrzelana 23 VI 1941 r. przez NKWD”, niżej znajduje się informacja o śmierci jej dziadka: „Józef Marcinkowski lat 76 zmarł na Syberii” (w 1942 r.), a na samym dole wypisano: „1941-1946 lata katorgi na Syberii z wyroku i woli oprawców”. Obok niej, w sąsiedniej mogile, spoczął Bolesław Maksimczuk, współtowarzysz jej niedoli i śmierci. Jego zwłoki z miejsca zbrodni przywiozła rodzina57. Na grobie znajduje się informacja „zginął 23 VI 1941 r.”. Sąsiedztwo pochówków Marcinkowskiej i Maksimczuka wskazuje na to, że pochówkiem Zofii i Bolesława, mogli zajmować się ci sami ludzie. Na nagrobku Bolesława Maksimczuka odnotowano tylko, że miał 43 lata i zginął 23 czerwca 1941 roku.

O miejscu pogrzebania Jana Niemyjskiego rodzinę powiadomił Mateusz Rybak. Około miesiąca po dokonaniu zbrodni po zwłoki udał się jego ojciec, Konstanty Niemyjski. Syna rozpoznał po jesionce. Przywiózł go i pochował w rodzinnym grobie w Kuczynie, w odległości około 30 metrów od mogił innych ofiar masakry, Zofii Marcinkowskiej i Bolesława Maksimczuka. Na pomniku napisano: „Niemyjski Jan żył lat 38 zamordowany 21 VI 1941”58[!].

Przez wiele lat rodzina Stolarczyków nie znała losu ojca. Mariana spod Zabłudowa przywieźli ludzie z Ciechanowca. Świadkowie pogrzebu wspominają, że zwłoki nie były ubrane, na ciele znajdował się ślad postrzału w brzuch59. Mogiła Mariana Stolarczyka niestety nie została trwale oznakowana, stąd po latach nie da się już ustalić dokładnego miejsca jego pochówku na cmentarzu ewangelickim w Ciechanowcu.
 
Zapewne mieszkańcy Brańska i okolic widzieli zwłoki wiezione spod Zabłudowa w kierunku Pobikier i Ciechanowca. Być może wówczas o miejscu zbrodni dowiedzieli się bliscy zamordowanych z tych stron. Ofiary z Brańska i okolic grzebano najpóźniej.
 
Po ciała Ignacego Płońskiego, Aleksandra Kwiatkowskiego i Heleny Zaziemskiej razem pojechali Franciszek Płoński z Brańska, z Rochem i jego synem Franciszkiem Kwiatkowskim z Olend, a także Jan Supeło, Jan Krukowski oraz Jan Kobus, mieszkańcy Spieszyna (H. Zaziemska nie miała tutaj rodziny). Franciszek Kwiatkowski w 1996 roku opowiedział co zapamiętał z tej ekshumacji. Miejsce pogrzebania miał im wskazać ksiądz. Być może chodzi o Jana Łupińskiego, który przed wojną był w seminarium duchownym i uratował się z masakry pod Zabłudowem. „Grób w którym znajdował się Płoński był dość płytko i ciało jego uległo już dużemu rozkładowi – relacjonował Kwiatkowski –. Grób, gdzie znajdowały się zwłoki Aleksandra Kwiatkowskiego i Ignacego Płońskiego znajdował się koło wsi Folwarki. Uczestniczyłem w odkopywaniu zwłok. Ciało Ignacego Płońskiego poznaliśmy tylko po złotym zębie w dolnej szczęce. Ciało jego wyjmowałem razem z ojcem i Płońskim Franciszkiem […]. Przy wyjmowaniu ciała musieliśmy używać prześcieradeł, aby podtrzymać rozsypujące się zwłoki”60. Stan zwłok wynikał poniekąd z ich odkopania blisko cztery tygodnie po zbrodni. Ekshumowane ciało I. Płońskiego pochowano na rzymskokatolickim cmentarzu w Brańsku, 20 m na południowy wschód od pomnika żołnierzy poległych w 1920 i 1939 roku. Pierwszy napis na nagrobku, ze względu na treść: „Ignacy Płoński bestialsko zamordowany przez milicję bolszewicką 23 czerwca 1941 roku”, funkcjonariusze UB z Bielska Podlaskiego nakazali usunąć. Obecnie w tym miejscu znajduje się nagrobek kamienny z 2002 roku, z epitafium: „Śp. Płońscy, Ignacy 1885-1941 zamordowany przez sowietów, Konstancja 1890-1953 sybiraczka. Jabłonowscy, Henryk 1914-1990 żołnierz AK więzień obozu Gross-Rosen, Irena z d. Płońska 1922-2001 sybiraczka, Aleksander Jabłonowski zginął w powstaniu warszawskim w 1944 r.”
  
Aleksandra Kwiatkowskiego, ekshumowano razem z Ignacym Płońskim61. Pogrzebano go na rzymskokatolickim cmentarzu w Brańsku, około 20 m na północ od kaplicy. Na nowym kamiennym nagrobku umieszczono epitafium o treści: „Śp. Kwiatkowscy, Aleksander żył lat 49 zg[inął] śm[iercią] trag[iczną] 262.06.1941 r. Alinka żyła lat 7, zmarła na obczyźnie w 1941 r. Pokój ich duszom”. Niestety nie sporządzono w Brańsku aktów zgonu. Jednak informacja Franciszka Kwiatkowskiego o jednoczesnej ekshumacji w tym czasie Heleny Zaziemskiej, pozwala ją datować na dzień lub dwa przed 21 lipca 1941 roku.
____________________________
51 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 314-315, 324, 459, 625-627; USC Ciechanowiec, akt zgonu nr 28/1941/P. Z informacją, że zginął koło Białegostoku.
52 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 279; USC Ciechanowiec, akt zgonu nr 74/1941. W akcie zgonu zapisano, że 22 czerwca 1941 roku został „zamordowany przez bolszewików w Zabłudowie”. Właściwa data śmierci to 23 czerwca.
53 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 276, 341, 379, 387-388; USC Ciechanowiec, akt zgonu 77/1941. W akcie zgonu zapisano, że 22 czerwca 1941 roku został „zamordowany przez bolszewików w Zabłudowie”. Właściwa data śmierci to 23 czerwca.
54 Jego brata, Wacława Wiercińskiego, Niemcy zamordowali w Oświęcimiu w październiku 1941 roku. Miał 29 lat.
55 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 460; USC Ciechanowiec, akt zgonu nr 29/1941/P. Z informacją, że zginął koło Białegostoku.
56 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 273-273v, 297.
57 Tamże, k. 268, 334-335.
58 Informacja na pomniku o dacie śmierci jest błędna. Faktycznie został zamordowany dwa dni później, 23 czerwca 1941 roku.
59 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 271v, 380-381, 486-488. Białostocki czerwiec, „Sybirak” 1995, nr 13. Rodzina o okolicznościach i miejscu śmierci dowiedziała się dopiero w 1992 roku. Jednak, na wniosek rodziny, 16 sierpnia 1952 roku Sąd Powiatowy w Bielsku Podlaskim (postanowienie 806/52) potwierdził śmierć Mariana Stolarczyka, wskazując ogólnie  1941 jako rok śmierci, a także przybliżone miejsce zgonu – „okolice Bielska Podlaskiego”.  
60 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 478-479.
61 AIPN Bi, S 10/07/Zk, k. 52-53, 60-61, 478-479.
62 Na nowym kamiennym nagrobku, w miejsce wcześniejszego lastrykowego, omyłkowo pominięto cyfrę 3, stąd zamiast 23, jest data 2 czerwca.  
 
   
Na lastrykowym nagrobku na cmentarzu parafialnym w Rudce, znajduje się epitafium o treści: „Śp. nauczycielka szkoły polskiej w Spieszynie Helena Zaziemska lat 35, rozstrzelana przez NKWD w dniu 23 VI 1941 r. pod Zabłudowem. Pomnik został ufundowany z inicjatywy jej wychowanków i ogniska ZNP przy ZSR w Rudce, dzięki ofiarności nauczycieli i uczniów okolicznych szkół”. W akcie zgonu jako przyczynę śmierci wskazano: „rozstrzelana przez bolszewików”. Jej zwłoki rozpoznane po zielonym swetrze, proboszcz ks. Ksawery Bobrowski pogrzebał 21 lipca 1941 roku na cmentarzu parafialnym w Rudce. Na tej samej nekropolii dwa dni wcześniej (19 lipca) odbył się pogrzeb Jana Krasowskiego ze Szmurłów. Jego mogiła nie zachowała się, ale na cmentarzu w Szmurłach tablica pamiątkowa mieszkańców z tego terenu zawiera m.in. informację: „Helena Zaziemska, Jan Krasowski rozstrzelani przez NKWD k. Zabłudowa – 1941”.

Przez dziesięciolecia miejsce zbrodni nie było znane. W dwóch lub trzech różnych miejscach pojawiały się małe drewniane krzyże. Po 1990 roku była inicjatywa, by ofiary upamiętnić pomnikiem ustawionym na cmentarzu w Zabłudowie. Jednak nie została zrealizowana.
 
W 2004 roku Koło Związku Sybiraków w Ciechanowcu, jako pierwsze upamiętniło ofiary. Napis z marmurowej tablicy oddaje ówczesną, niepełną i nieścisłą wiedzę o zamordowanych, pomimo pomocy IPN-u i własnych ustaleń.

W 2010 roku pani Alicja Regucka, nauczycielka z Zabłudowa, ustawiła brzozowy krzyż w miejscu wskazanym przez Helenę Hermanowską. Rok później Irena Szarejko, żona Kazimierza, świadka zdarzeń i uczestnika grzebania zwłok, pokazała dokładniejszą lokalizację pierwotnej mogiły. Krzyż został przeniesiony w to miejsce za sprawą wspomnianej nauczycielki i jej uczniów. Na pobliskich drzewach rozwieszono karki z informacją co wydarzyło się w tym miejscu 23 czerwca 1941 roku.

Wiosną 2016 roku pojawiła się inicjatywa samorządów miejskich z  Ciechanowca, Brańska i Zabłudowa, którą wsparli wójtowie z gmin: Brańsk, Grodzisk, Klukowo i Rudka, by godnie upamiętnić ofiary w miejscu ich kaźni. Realizacja stała się możliwa dzięki przychylnemu stanowisku Nadleśnictwa Żednia, gospodarza terenu. W czerwcu, po 75 latach, w miejscu zbrodni stanął pomnik upamiętniający wszystkich rozstrzelanych. 

W 75. rocznicę, w miejscu masakry pod Zabłudowem ustawiono głaz z napisem:

W tym miejscu 23 czerwca 1941 roku sowieci zamordowali 15 bezbronnych osób. Ofiarami byli:

 Stanisław Akacki (l.38) ze Skórca gm. Ciechanowiec
 Tomasz Godlewski (l.43) ze wsi Czaje gm. Grodzisk
 Czesław Koc (l.19) z Koców Schabów gm. Ciechanowiec
 Jan Koc  (l.31) z  Koców Piskułów gm. Ciechanowiec
 Jan Krasowski (l.30) ze wsi Szmurły gm. Brańsk
 Aleksander Kwiatkowski (l.49) z Olend gm. Rudka
 Bolesław Maksimczuk (l.43) z Gródka gm. Klukowo
 Zofia Marcinkowska (l.19) z Ciechanowca
 Jan Niemyjski (l.38) z Gnat Soczewki gm. Klukowo
 Ignacy Płoński (l.56) z Brańska
 Marian Stolarczyk (l.50) z Ciechanowca
 Józef Wierciński (l.38) z Ciechanowca
 Stanisław Wójcik (l.48) z kol. Ciechanowca
 Helena Zaziemska (l.36) ze Spieszyna gm. Brańsk
 Jednej osoby nie rozpoznano

Wieczna pamięć ofiarom totalitaryzmu komunistycznego.
W 75-rocznicę zbrodni samorządy Zabłudowa, Ciechanowca,
Miasta Brańsk, Gminy Brańsk, Grodziska, Klukowa i Rudki.
 
 
Streszczenie
 
Temat mordu dokonanego przez funkcjonariuszy sowieckiego apa-ratu NKWD pod Zabłudowem przez cały okres PRL-u był zupełnym tabu. Śledztwo rozpoczęła w 1990 roku Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce – Instytut Pamięci Narodowej. Trwało ono do 1996 roku. W 2004 roku Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Białym-stoku podjął kolejne czynności , które zakończono 22 lutego 2007 roku umorzeniem. Zebrano wtedy szereg kolejnych relacji, ale nie ustalono miejsca zbrodni, ani wiarygodnej listy ofiar.
W oparciu o materiały zgromadzone przez Instytut Pamięci Naro-dowej dokonałem dalszych badań odnajdując nowe fakty, nieznane wcze-śniej osoby i istotne świadectwa dotyczące zabłudowskiej zbrodni. Udało się ustalić miejsce mordu, którym wbrew obiegowej opinii nie były Fol-warki Tylwickie, tylko najbliższa okolica Zabłudowa w kierunku Folwar-ków Małych. Udało się ustalić pełną, 15-o osobową listę ofiar, listę ocalo-nych oraz przebieg egzekucji. Nie udało się natomiast ustalić, z jakąkol-wiek pewnością listy oprawców, którzy dokonali tej zbrodni.


P.S.
W 2016 r. powstały dwa opisy wydarzenia, które miało swój finał pod Zabłudowem 23 czerwca 1941 r. Pierwszy autorstwa Mirosława Reczko i Zbigniewa Romaniuka zatytułowany: „Zbrodnia sowiecka pod Zabłudowem 23 czerwca 1941 roku”, wydany został w formie książki ze zdjęciami, które w znacznej części pochodziły ze zbiorów Zbigniewa Romaniuka.  Pod koniec tego samego roku poprawiony opis, pozbawiony zdjęć, autorstwa Mirosława Reczko, opublikowany został jako artykuł w Studiach Łomżyńskich (nr XXVI) pod tytułem: „Mord sowiecki pod Zabłudowem 23 czerwca 1941 roku”. Obecna wersja uwzględnia najnowsze wyniki badań autora, które uzupełniły fakty dotyczące piętnastej ofiary. Serdecznie dziękuję Zbigniewowi Romaniukowi za pomoc w badaniu dokumentów dotyczących ofiar z rejonu Brańska.

                                                           

Mirosław Reczko 

 
 
 
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Biuletyn Informacji Publicznej

Cyfrowy Urząd

System Informacji Przestrzennej

Informacja Turystyczna

Mapa interaktywna
COKiS
Galeria

Wydarzenia kulturalne

Pytania do Burmistrza
eKartka 
wszystkie »»     

Pogoda Euro Horoskop
ciechanowiec.plciechanowiec.pl