Fitoterapia weterynaryjna w dziełach księdza Krzysztofa Kluka Drukuj


W dorobku naukowym Krzysztofa Kluka na pierwszy plan wysuwają się opracowania dotyczące roślin, sprawiające, że przez wielu postrzegany był wyłącznie jako botanik. Jednak z punktu widzenia historii nauk medycznych jego dzieła także stanowią cenny materiał badawczy. Nie bez znaczenia pozostaje tu fakt, iż leki roślinne były w osiemnastym wieku podstawą terapii tak ludzi, jak i zwierząt. Pozwolę sobie jednak ograniczyć się do tych ostatnich.
    
Pamiętać przy tym należy, że lecznictwo zwierząt w czasach, w których tworzył nie stało na wysokim poziomie, pozostając głównie w rękach pasterzy, kowali, koniuszych i innych zbliżonych zawodów. Aczkolwiek powstawały już w Europie pierwsze szkoły weterynaryjne, do końca osiemnastego wieku istniało ich zaledwie jedenaście. Tak, więc należy przypuszczać, iż spory procent informacji podanych przez Kluka wywodzi się z weterynarii ludowej, choć jak sam podaje korzystał także z ówczesnej literatury. 

Nie zawsze łatwym było określenie, której jednostki chorobowej dotyczyła konkretna terapia. Nazewnictwo weterynaryjne zmieniło się na przestrzeni dwóch wieków, podobnie jak i niepomiernie wzrósł poziom wiedzy. Dziś pojmowanie istoty niektórych chorób wydaje się nam naiwne, podobnie jak i zastosowane leki. Podobnie zmieniła się nomenklatura botaniczna i w kilku przypadkach niełatwym było dokładne określenie opisywanej przez Kluka rośliny. 

Zaczniemy od chorób układu oddechowego. Na kaszel u koni polecał Kluk mielone owoce kasztanowca, dodawane do obroku. Do usuwania zbytniej ilości flegmy z płuc zaś, przydatnym miał być lepiężnik, nazywany przez niego – podbiał lepiężnik. Na choroby płuc u owiec i bydła skutecznym miał być korzeń łopianu. Podaje także skład leku przeciwko chorobom płuc u bydła: korzeń tatarskiego ziela, korzeń koziego ziela, imbir, pieprz, szafran, siarka. Zupełnie inny skład miało lekarstwo na dychawicę u koni: sawina, jemioła dębowa, cebule żółtych lilii. Należało je ugotować w winie i podawać zwierzęciu do picia. Na dychawicę i kaszel u bydła można było także podawać w karmie piołun. W tym akapicie wymienić należy jeszcze rukiew rzeżuchę wodną. Wywar z jej ziela polecany był na gnijące płuca

Sporo miejsca zajmuje u Kluka zagadnienie chorób przewodu pokarmowego. Tutaj podobnie jak i w wypadku dróg oddechowych koncentruje się na kilku podstawowych objawach, podając rozmaite zestawy leków. Na niestrawność u bydła zalecana jest maruna prawdziwa. Jak trafnie opisał, powinna być stosowana u zwierzęcia gdy ciężko oddycha i źle trawi. W takim wypadku zalecał Kluk podawać także ześrutowany jęczmień, imbir, pieprz, korzeń tatarskiego ziela, a do picia wodę z korzeniem bzowym, tatarskim zielem i imbirem. 

Innym niepokojącym objawem były wymioty. Na takowe u świń zastosować należało ziarno jęczmienia lub żyta. 

Przeciwko biegunkom pojawiają się rozmaite lekarstwa. Jednym z nich jest kora z młodego bzu z winem, cypryjskim koperwasem i sadzą. Ponadto mamy wspomniany już jęczmień przeciwko biegunkom u koni, łupiny z grochu, czy kurze ziele. Dwa ostatnie leki należało podawać w wypadku biegunki u kur, przy czym łupiny miały być mniej skuteczne. O wiele bardziej niebezpieczną była biegunka krwawa. Jako lek mógł być stosowany aloes podawany w winie. 

Jednak zdecydowanie większą grupą były leki przeczyszczające, jako, że wywołanie biegunki było w tym czasie elementem terapii. Powszechnie dokonywano tego u koni, także bydła, często okresowo np. wiosną. W tym celu można było stosować: sok z aloesu, liście konopi gotowane wraz z wodą, kopytnik, Rhabarbarum monachorum, senes wraz z liśćmi kopytnika, kruszynę, szczaw kędzierzawy, popiół tytoniowy w paszy.

Osobno rozpatrywane są u Kluka środki polecane do wywołania biegunki u ptaków. Jednym z nich jest manna kalabryna. Pod tą nazwą kryje się wysuszony sok uzyskiwany z jesionu mannowego. Zalecano stosowanie kęsa wielkości grochu przy wywołaniu laksacji u ptaków drapieżnych. Podawana wraz z rozmoczonym chlebem, miała być pomocna w wypadku zatwardzenia u kur, w tym wypadku polecał Kluk także sałatę wraz z mąką żytnią. W wypadku obstrukcji występującej u kanarków, należało im podawać nasiona rzepaku. 

Ze schorzeń jamy gębowej wspomina Kluk o dwóch. Na pypeć u gęsi skutecznym miało być ziele biedrzeńca, posiekane i gotowane do miękkości. W wypadku opuchniętych dziąseł, określanych jako zajed, należało zastosować zasypkę ze sproszkowanych liści wierzby. 

Sporo miejsca poświęca Kluk terapii pewnej powszechnej u bydła choroby, zwanej przepełnieniem żółci. Niestety nie zatrzymuje się długo nad jej przyczynami oraz symptomami. Poleca stosować zapobiegawczo gorzkie oraz silnie działające zioła jak: piołun, bernardynek, biedrzeniec, goryczkę, jasieniec (?), cytwar. W wypadku wystąpienia choroby należało zastosować rhabarbarum na laksację, następnie lekarstwo składające się z: oliwy, ługu, saletry oraz popiołu z jałowca. 

Spośród chorób układu moczowego wymienia Kluk tylko: krwawy mocz oraz zatrzymanie moczu. W wypadku wystąpienia krwawego moczu u owiec, podawać należy liście barwinka gotowane w piwie, z dodatkiem Aethiops mineralis. U bydła w wypadku tej samej przypadłości stosować należało: głuchą pokrzywę , pietruszkę, krwawnik. Zaś rośliny określane jako: nosek szpaczy oraz nosek ziębi, gotowane w maślance pomagały obu gatunkom zwierząt. 

Zatrzymanie moczu można było leczyć: roztartym korzeniem chrzanu, sokiem lub wywarem z pietruszki (wraz ze spalonym młodym zającem (sic!), wilżyną bezbronną. O innym gatunku nosków (bodziszka) – nosku żurawim wspomina Kluk, jako o środku, który dodawany do paszy pomagał zwierzętom w wypadku zatrzymania się moczu oraz przy kamicy. 

Opisuje proboszcz ciechanowiecki sposoby leczenia ochwatu u zwierząt. W wypadku ochwatu wodnego u koni zalecał inhalacje z piołunu, zaś w wypadku bydła skutecznym miał być piołun podawany z solą i moczem ludzkim. Na ochwat obroczny u koni podać należało lewatywę o dość złożonym składzie. Wytwarzano ją w następujący sposób: melisę, ślaz włoski (?), rumian, modrzewiowa gąbkę ugotować. Następnie dodać trzeba: oliwę, smalec, żółtka, sól oraz kolokwindydę. U bydła na podobną przypadłość zalecał lekarstwo mające w składzie: gałkę muszkatołową, cynamon, szare mydło i oliwę. 

Jeśli chodzi o środki potrzebne w schorzeniach chirurgicznych, Kluk wymienia sporą grupę roślin stosowanych w leczeniu ran. Potłuczone liście bluszczu ziemnego oraz glistnika jaskółcze ziele. Lekiem na rozmaite rany u zwierząt miał być macerat wodny z liści rośliny zwanej języczki psie. Ponadto zastosowanie miały: kropidło dęte – w postaci papki na rany grzbietu u koni, rdest pieprzny – także na wrzody i opuchliny u koni, tytoń – wywar, z którego miał służyć do leczenia ran powstających zimą na łapach psów myśliwskich, czy zawilec czarne ziele – na stare rany oraz wrzody . W skład maści na rany wchodziła także roślina nazwana przez Kluka wołowe języki. Uniwersalnym lekiem na: wrzody, rany, opuchlizny, guzy, potłuczenia był czosnek. Lekarstwem zewnętrznym o nie zdefiniowanym przez Kluka działaniu był olejek terpentynowy. 

Pokrzywa znajdowała zastosowanie w wypadku ran powstałych u bydła po złamaniu rogu. Bydłu cierpiącemu na skutek urazów spowodowanych pobodzeniem przez pobratymców, zalecał Kluk podawanie arniki, która miała mieć właściwość pomagania w wypadku uderzeń w głowę oraz występowania krwi spiekłej pod czaszką

Siemię lniane utłuczone oraz wymieszane z octem oraz miodem leczyć miało zkopycenie u koni; zapewne chodziło o rany kopyta, powstałe w wyniku uderzenia o kończyną o kończynę. Na podobną przypadłość, a mianowicie zagwożdżenie, czyli rany powstałe przy nieprawidłowym podkuciu, zalecał Kluk wywar z driakwi ugryzionej. Z roślin leczących inne schorzenia ortopedyczne wymienić należy trzcinę błotną, z której papkę stosowano na opuchlizny stawów oraz w wypadku wywichnięcia . Na tę ostatnią przypadłość znaleźć można jeszcze inny przepis – okłady z gotowanych w winie: rzepiku, korzenia omanu, mchu cierniowego(?). W wypadku zdrętwienia nóg u ptaków drapieżnych, należało owinąć je woreczkiem z zielem podróżnika, zmieszanym z octem oraz solą. 

Przyżeganie podniebienia twardego u koni, to dość popularny w osiemnastowiecznej weterynarii zabieg. Kluk określa go mianem przyżegania żaby. Po jego dokonaniu zaleca płukanie jamy gębowej zwierzęcia jałowcem sawiną wraz z kamforą, mirrą i octem. 

Sporo miejsca zostało poświecone zwalczaniu chorób zakaźnych. Na początek profilaktyka. Wymienia Kluk pewną grupę roślin, mającą chronić zwierzęta domowe przed zachorowaniem. W razie wystąpienia zarazy należało codziennie wieszać na szyi świeżą cebulę, a ta miała chronić zwierzę. Podobne działanie miały wykazywać owoce jednej jagody podawane na czczo wraz z chlebem i masłem, czy rzeżucha włoska. Owce od pomoru chronić miało podawanie kilka razy w tygodniu pietruszki. W innym miejscu można znaleźć przepis na środek na powietrze – utłuczone i ususzone: kopytnik, przetacznik, bluszcz ziemny, rzepik, dziewanna, głowienki czerwone, szałwia, jagody jałowcowe, popiół bukowy i sól. Na powietrze u świń zaś, mamy inny zestaw: oman, łopian, lubczyk, dzięgiel. 

Pewne rośliny określane są w dość ogólny sposób jako skuteczne na rozmaite zarazy. Należą do nich: bagno świnie – tak w paszy, jak i w posłaniu, olejek z owoców jałowca, kłącze tataraku trzymane przez dwadzieścia cztery godziny w moczu ludzkim, czy kora wierzby. Ta ostatnia, a także kora kasztanu, jesionu oraz chinina, opisywane były jako środki przeciwgorączkowe. 

Spośród zakaźnych chorób dotykających konie opisuje Kluk m. in. nosaciznę. W jej początkowym stadium pomagać mogły okłady ze świeżego jaskra ostrego przykładane za uszami na dwadzieścia cztery godziny. Nosaciznę, kaszel i inne przypadki miał leczyć u koni koński koper wodny. W wypadku występowania zbliżonych objawów zalecał dość złożoną terapię: liście lub kwiaty podbiału gotowane w winie do picia przez pięć dni. Trzeciego dnia masło, francuską wódkę, ocet winny i biały pieprz wprowadzić do nosa w celu uwolnienia materii. Następnie przez cztery dni dodawać do obroku ruty. Jeśli to nie pomoże, nie pomoże już nic. 

Inną chorobą koni były zołzy. Te polecał leczy m. in. ciepłymi okładami z cebuli, sadła i miodu. Pomagać także miały inhalacje z piołunu, ruty. W wypadku częstego zapadania na tę chorobę, należało podawać wiosną przez sześć dni na czczo proszek o dość złożonym składzie. Do jego sporządzenia należało posiadać: Sal tartari, Antimonium crudum, drewno jałowca sawiny, owoce jałowca oraz foenum graecum.

Przy schorzeniach bydła opisuje Kluk jelenią chorobę. Być może chodzi tu o wąglik, czy ostrą postać pasterelozy. W celu jej wyleczenia należało, obok upuszczenia krwi, podać czosnek, gałkę muszkatołową oraz cynamon, podgrzewane w winie. 

Owce zapadały na „zgniliznę wewnętrzną”, jako najpewniej wynik zakażeń bakteriami beztlenowymi. Skutecznym maił być w tym wypadku wywar z kory wierzby, jesionu lub kasztana. 

U świń miała występować zaraźliwa choroba, objawiająca się występowaniem białego wyrostka w gardle. Po jego wycięciu, należało przyłożyć na ranę imbir z sadzą, do picia podawać zaś, głuchą pokrzywę. 

W wypadku wścieklizny u psów, skutecznym lekiem miał być cis. 

Jeśli u kur wystąpiły suchoty wewnętrzne, należało zastosować terapię, polegającą na podawaniu gotowanego jęczmienia z siekanymi burakami. 

Jako leki mające zastosowanie przeciwko robakom wewnętrznym, wymienia Kluk: nicienicę niemiecką, sok ze starca zwyczajnego, bylicę boże drzewko wraz z rogiem jelenim – na robaki u psów, a także trędownik knotowy – lek w wypadku robaczycy u świń. Jeśli prosiętom zalęgły się robaki w pępku – zalecał Kluk podawanie w paszy noska bocianiego, a same wypadną. W wypadku motylicy, należało podać zwierzęciu palony tytoń lub słomę makową w piwie. 

W tym miejscu warto wspomnieć o kołowaciźnie u owiec, będącej często wynikiem umiejscowienia się w ich mózgu larwy tasiemca. Na tego typu przypadłość można było zastosować sok z korzenia bertramu. Kluk wyróżniał także zawrót od zjadania gałązek dębu i ten leczono za pomocą dodawania assa foetida do wody. 

Spora grupa roślin opisywana jest w wypadku występowania u zwierząt pasożytów zewnętrznych. Wywar z bagna zwyczajnego, zwanego przez Kluka bagnem świnim, znajdował zastosowanie do zwalczania wszy oraz pluskiew, rozłożenie samych roślin w pomieszczeniu, chronić miało gęsi od inwazji wszy, podobnie stosowano liście paproci. Sok z bzu hebd, zmieszany z czosnkiem chronić miał zwierzęta domowe przed owadami. Sam czosnek stosowany bywał przeciwko wszawicy. Wywar z kłącza ciemiężycy skuteczny był przeciwko wszom tak u ludzi, jak u zwierząt. Takie samo zastosowanie miał sok z tłustosza pospolitego. Jałowiec także bywał pomocnym – wywar z drewna leczył parch u bydła. Stosowano go także, podobnie jak i tymianek, czy rozmaryn do okadzania gołębników, co zapewne miało zwalczać ektopasożyty u ptaków. Przed wszami chronić miało zwierzęta omywanie ich wywarem z korzenia klonu, a także odwar z piołunu, jałowca sawiny i czosnku, podobnie jak i woda lub ocet, w których moczono liście tytoniu. Liście konopi, jak pisze Kluk stosowane były przez „furmanów cudzoziemskich” do nacierania zwierząt w celu ochrony przed owadami, podobnie działał wywar z liści bobkowych i piołunu, czy wodny macerat z tytoniu. W tym samym celu stosowano wywar z liści orzecha włoskiego. Macierzanka, rozmaryn, rzeżucha polna i ruta zwalczały pchły u psów. Wspomina Kluk o szczawie kędzierzawym, którego korzeń służyć miał do sporządzania wywaru pomocnego w leczeniu parchu u zwierząt. 

Jeśli chodzi o ukąszenia przez węże, należało zastosować lek, w którego skład wchodził czosnek. W wypadku użądlenia przez osy – pomagała papka z mąki jęczmiennej, octu lub olejku bobkowego. 

Z lekami roślinnymi można także spotkać się przy zagadnieniach położniczych. W trakcie porodu, gdy cielę było martwe, pomóc miało lekarstwo o następującym składzie: łupiny z cebuli, ziele mięty polej i szafran podane w wodzie z masłem. Rodzącym krowom można było także podać odwar z rzepy. Po porodzie zaś pójło z piołunem, lub, jak to czynią zagraniczni gospodarze – jemiołę. Olej z lilii białej był zaś stosowany do wyrabiania maści na opuchliznę wymienia. 

Pewne rośliny wymienia Kluk, nie podając jednak ich szczegółowego zastosowania. Tak jest z: bobrkiem trójlistnym, olejkiem z sosny, czy świniakiem oleśnikiem.

Sporo miejsca jest poświecone profilaktyce. Podawane są przepisy na lekarstwa dla rozmaitych gatunków, mające zapewnić ich właściwą kondycję, odporność na warunki środowiska. 

Dla koni na dobre chowanie polecał Kluk następujące lekarstwo: przetacznik, płucnik, bluszcz drzewny i ziemny, gruszyczka, koszycko, szałwia dzika i ogrodowa, rzepik, głowienki czerwone i dziewanna wraz z popiołem z jałowca i drzewa bukowego – podawać w karmie. Ponadto w profilaktyce u koni można było stosować: korzeń dziewięćsiła, piołun, który należało podawać wiosną, także biedrzeniec zwyczajny.

Bydłu zaleca Kluk dryakiew na złe dni – czosnkowe ziele, dzięgielu korzeń, kokorycz, kurze ziele, goryczka, dyptan biały, cytwar, bobki mirry, jagody bzowe, jagody jałowcowe; była dobra też na wzdęcia, zatrucia, podana z moczem leczyła kolki. Jako środki mlekopędne podaje: wspomniany powyżej biedrzeniec, kotki leszczynowe, a także lubczyk. 

Owcom, które zimą pozostają na suchej paszy należało podawać środek według następującego przepisu: soli nasypać w pieńki olszowe, zatkać spalić; sól stopioną zmieszać z jagodami jałowca, korzeniami omanu, liściem rozmarynu i podawać z owsem. Zalecał także, a by po sezonie pastwiskowym podawać zwierzętom korzeń goryczki. Suszony kaczyniec był także stosowany jako środek profilaktyczny u owiec. 

W wypadku trzody chlewnej środkiem stosowanym w profilaktyce zdrowotnej był moczony w wodzie dzięgiel. 

Gęsięta przed zapadaniem na ewentualne choroby chroniło podawanie im kurzyślepu. Dorosłym polecał dosypywanie do karmy tytoniu. 

Nie zapominał nasz autor także o pszczołach. Wczesną wiosną, zmarzniętym owadom zalecał badyan potłuczony z wodą i miodem. Później już do ula należało wg niego podawać: kwiat koniczyny białej, liście rozmarynu, tymianku, majeranku, szałwi, róży, melisy, czosnek oraz kadzidło zmielone na proszek, zmieszane z miodem i słodkim winem, co cztery dni po łyżce. 

Jak można było przeczytać, osiemnastowieczna apteka weterynaryjna była niezwykle bogata w leki roślinne. W sumie wymienia Kluk ponad sto gatunków. Mamy tu zarówno rośliny dziko rosnące, jak i uprawne. Wspomina o wykorzystaniu grzybów, mchów, roślin zielnych, drzew. Obok krajowych, mamy gatunki pochodzące z innych regionów Europy, czy wręcz z krajów egzotycznych. Znajdowały one zastosowanie w terapii ponad sześćdziesięciu chorób, uwzględniając także podziały na gatunki zwierząt domowych. Wymienione leki roślinne przygotowywane i podawane były w rozmaity sposób. Środki doustne występowały m. in. w postaci: proszków, kęsów, papek, soków, maceratów, zawiesin, wywarów w wodzie, winie, piwie, czy maślance. Były podawane osobno, również w paszy, czy wodzie. Wspomina także Kluk o stosowaniu lewatyw. Zewnętrznie leki podawano jako: kataplazmy, zasypki, maści, stosowano okadzanie, inhalację. Można się było też spotkać z dość specyficznymi sposobami aplikacji leków jak: rozkładanie w ściółce, czy zawieszanie na szyi. 

Choć z dzisiejszego punktu widzenia, możemy ze spora rezerwą odnosić się do sporej ilości podanych wyżej metod, nie sposób nie docenić pracy Krzysztofa Kluka nad przygotowaniem swych dzieł. Stanowią one cenny materiał do rozmaitych badań nad historią biologii, rolnictwa, leśnictwa, weterynarii, medycyny. 

Niniejszy artykuł jest zaledwie próbą zebrania informacji na temat fitoterapii weterynaryjnej w pracach Kluka. Kwestia zasadności obranych metod, skuteczności proponowanych leków wymaga o wiele głębszych studiów.

                                                           

Grzegorz Jakubik
Ciechanowiecki Rocznik Muzealny
tom I  

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Biuletyn Informacji Publicznej

Cyfrowy Urząd

System Informacji Przestrzennej

Informacja Turystyczna

Rodzina 500+

Mapa interaktywna
COKiS
Galeria

Wydarzenia kulturalne

Pytania do Burmistrza
eKartka 
wszystkie »»     

Pogoda Euro Horoskop
ciechanowiec.plciechanowiec.pl