Na jarmarku w Ciechanowcu


...Na te targi jarmarki cotygodniowe i coroczne wolno będzie po wieczne czasy ludziom wszelkiego stanu zewsząd przybywać ze wszystkimi towarami, sprzedawać i odjeżdżać z powrotem oraz handel wszelki uprawiać dla osiągnięcia większej korzyści według zwyczaju miejskiego po wieczne czasy...
Słowa te spotykamy w wielu przywilejach na jarmarki, wydawanych w XV i XVI wieku przez książąt mazowieckich, dla miast podlaskich i mazowieckich, które były lokalnymi ośrodkami handlowymi, obsługującymi ówczesne pogranicze polsko–litewskie. Handlowano wówczas: skórami, kożuchami, wełną, lnem, miodem, wyrobami kowalskimi i garncarskimi. Oprócz handlu na jarmarku godzono również zwaśnionych sąsiadów, którzy mogli przy szklanicy syconego miodu lub piwa załagodzić wszystkie konflikty, a czasami – wyswatać również swoje dzieci, pieczętując tym sposobem uzyskaną sąsiedzką zgodę.
    
Podobnie było również w Ciechanowcu, który pomimo licznych wojen, które go nie omijały, od wczesnego średniowiecza był znaczącym centrum handlowym na pograniczu podlasko – mazowieckim. Fakt ten zauważyły i doceniły nawet władze pruskie, które po III rozbiorze ziem polskich zawładnęły Podlasiem, potwierdzając prawo naszego miasta do cotygodniowych targów. Być może wówczas ustalony został czwartek jako dzień cotygodniowych jarmarków w Ciechanowcu, który obowiązuje niezmiennie do chwili obecnej.
    
Na przełomie XIX i XX wieku przeżył Ciechanowiec lata znaczącego rozwoju gospodarczego. Miasto, pomimo że zostało podzielone przez zaborcę na dwa niezależne organizmy administracyjne, dotknięte po upadku powstania styczniowego licznymi represjami, rozwijało się bardzo dynamicznie, niejako na przekór wszelkim trudnościom. Lewobrzeżny Na jarmarku w Ciechanowcu 1915 roku. (Ze zbiorów Muzeum Rolnictwa im. ks. K. Kluka)Ciechanowiec, leżący na terenie guberni grodzieńskiej, wchodzącej w skład Cesarstwa Rosyjskiego, któremu udało się zachować prawa miejskie, znajdował się w nieco lepszej sytuacji niż prawobrzeżna osada Ciechanowiec, leżąca w guberni łomżyńskiej, na terenie Królestwa Polskiego. Nic więc dziwnego, że tutaj właśnie skupiła się większość infrastruktury przemysłowej i handlowej Ciechanowca. O dynamice rozwoju Ciechanowca grodzieńskiego świadczyć może wzrost liczby mieszkańców i powiększenie się zabudowy miejskiej w latach 1896–1911. W roku 1896 w grodzieńskim Ciechanowcu było 5075 mieszkańców i 413 domów, podczas gdy piętnaście lat później (1911 rok), mieszkało tu już 6956 mieszkańców, mających do dyspozycji 700 domów. Oznacza to wzrost liczby mieszkańców o blisko 57 % i powiększenie się zabudowy miejskiej aż o 70 %. Trudno jest chyba o lepsze świadectwo dynamiki rozwoju miasta w tak krótkim przedziale czasowym! Nieco mniej ludzi mieszkało po prawej stronie Nurca. W roku 1911 było tutaj 466 domów, w których mieszkało na stałe 4965 mieszkańców.
    
W omawianym czasie Ciechanowiec obok dość znaczącego ośrodka produkcji włókienniczej był też centrum ożywionego handlu. Sławę Ciechanowca w tej mierze podtrzymywał siedmiodniowy Jarmark na Świętego Wojciecha, na który przyjeżdżali nawet kupcy zagraniczni, zaś obroty dochodziły czasami nawet do 80 tysięcy rubli. Należy w tym miejscu podkreślić, że był to wówczas jedyny wielodniowy jarmark w całej guberni grodzieńskiej. Wszystkie pozostałe jarmarki trwały tylko jeden dzień i miały jedynie zasięg lokalny. Opis jednego z takich jarmarków pozostawił reporter lokalnej polskiej gazety – Echa Płockie i Łomżyńskie, ukazującej się w gubernialnej Łomży: W Ciechanowcu odbył się w tych dniach jarmark na konie i bydło rogate. Jakkolwiek jarmark ciechanowiecki 2–3 dniowy nie może zdobyć się na taki obrót handlowy, jak przed kilku laty, kiedy ciągnął się przez parę tygodni, bądź co bądź i w roku obecnym transakcje handlowe doszły do pokaźnej cyfry 100–125 tysięcy rubli. Koni sprowadzono sporo z gub. łomżyńskiej, siedleckiej, grodzieńskiej, po trochu nawet i z dalszych guberni Cesarstwa. Ceny koni dochodziły do 200 rb. powozowych od 200 do 225 rb. Za najlepsze okazy płacono po 1.000 rb. Perszerony i konie rasy oldenburskiej sprzedawano po 350–400 rb. Konie robocze włościańskie 90–180 rb. Woły robocze nabywano po 160–180 rb. za parę, bydło na rzeź po 80–100 rb. za wołu i 30 – 55 rb. za krowę, krowy mleczne – 35–50 rb. Świnie sprzedawano w stosunku 4 rb. 40 kop. za pud mięsa, t. j. o 33% drożej, niż na jarmarkach z lat poprzednich.
    
Obok handlu na szerszą, gubernialną skalę, rozwinięty był również po obu stronach Nurca handel lokalny, obsługujący ludność miasta i osady oraz okolicznych wiosek. Wzmianka na ten temat (opisująca stan istniejący około 1880 roku), znajduje się w Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego, z którego dowiadujemy się, że było wówczas w Ciechanowcu dziewięć jatek rzeźniczych oraz „... sklepów z różnymi towarami murowanych i drewnianych 98”. Rozwinięty był też zarówno w mieście, jak i osadzie handel drzewem (istniały w Ciechanowcu cztery zakłady zajmujące się przeróbką drewna na opał i produkujące materiał budowlany), rozwinięty był handel towarami „łokciowymi” oraz hurtowy handel żelazem i skórami. W dawnym budynku szpitalnym mieścił się, należący do Żyda Majzlera, „Sklep Uniwersalny”, w którym można było kupić „... dosłownie wszystko”.
    
Barwny opis handlu drzewem i zbożem pozostawił reporter kolejnego polskiego pism – Ogniska, który w 1915 roku odwiedził Ciechanowiec i jego okolice (nazywane Krainą między Nurcem i Bugiem): „...nawet od włościan przywożących pojedyncze „sągi” Żydzi rozchwytują drzewo po drodze. Żydowscy handlarze wytrzebili ogromne lasy okolicznych obywateli. Podobnie rzecz ma się ze zbożem: istnieje kilku hurtowników - żydów, skupujących zboże u okolicznych obywateli”. Nie inaczej wyglądała również sytuacja w innych aspektach ciechanowieckiego handlu: „Niepodzielnie królują również u nas Żydzi w handlu towarami łokciowymi, przyborami krawieckimi, galanterią, {są oni} także wyłącznymi dostawcami: czapek, ubrań gotowych i gotowego obuwia (...) Oto dziś cały handel zagarnęli w ręce Żydzi, a rzemiosła nasze marnieją coraz bardziej pod naporem żydowskiej konkurencji, wciskającej się wszędzie (...) Jak dawniej mieliśmy na karku Niemców, tak od wejścia do Polski Żydów, rozgościł się tamże ów lud wybrany. Nadmiar żydostwa pognębił naszych mieszczan, nie umiejących walczyć ani konkurować żydowskimi sposobami”
    
Pomimo trudnych uwarunkowań ekonomicznych i politycznych ciechanowieckie targi i jarmarki były (i są nadal!), trwałym elementem historii i kultury naszego miasta. Do cotygodniowego czwartkowego targu dołączony został również Jarmark na Świętego Wojciecha (odbywający się zawsze w ostatnią niedzielę kwietnia lub pierwszą niedzielę maja, na terenie Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka), który dzięki staraniom władz naszego miasta i dyrekcji Muzeum Rolnictwa, został przywrócony do istnienia po wielu latach niebytu.

                                                        

Olga Regina Tomaszewska
Norbert Dariusz Tomaszewski